Wypadek…

Calineczka spadła dziś z łóżka.
Siedziałam koło niej, ona brykała po łóżku. Nasza częsta i lubiana zabawa. Nagle jakoś tak dziwnie się wywinęła i spadła. Głową, dokładniej czołem, na ziemię. Z wielkim impetem.
Do teraz nie mam pojęcia jak to się stało. Mam straszne wyrzuty sumienia, bo przecież siedziałam koło niej, a nie udało mi się jej złapać.

Mimo, że wypadek wyglądał naprawdę groźnie, skończyło się tylko na siniaku i guzie na czole. Na szczęście. Choć opatrywałam i oglądałam Calineczkę chyba z godzinę, mimo, że panikarą nie jestem.

Przez ten wypadek zdałam sobie z czegoś sprawę. Z czegoś bardzo oczywistego, co wcześniej jakoś do głowy mi nie przyszło…

Każdy człowiek, czy dziecko, czy dorosły spadając skądś głową w dół wyciąga ręce do przodu, by spaść na ręce, lub rękami złagodzić wypadek. Ewentualnie zakrywa rękami głowę, bo ją ochronić. To chyba odruch bezwarunkowy.
Calineczka oczywiście też tak zrobiła.
Jednak jej krótkie rączki nie sprostały zadaniu. Gdy je podnosi w górę najmocniej jak się da sięgają ledwie uszu. Nie były w stanie załagodzić wypadku i ochronić główki, mimo, że się starała.

Zdałam sobie sprawę, że przy jakimkolwiek wypadku, czy to samochodowym, czy jakimkolwiek innym głowa Calineczki zawsze będzie narażona na niebezpieczeństwo.

Wiem, wiem – może wymyślam sobie bezsensowne problemy, jednak jakoś ten wypadek nakłonił mnie do myślenia o tym i o tamtym i trochę pomarudzić muszę.

39 thoughts on “Wypadek…”

  1. Ociec napisał(a):

    Z łóżka zawsze tak spadają :) Bez amortyzacji.
    Mimo długich rąk i tak mamy za sobą kilka szwów – drzwi, szafa, fontanna…
    Na razie ruszy przed siebie pędem, lada chwila. I co potknięcie będzie lecieć na nos. I tu musicie sprawdzić wydajność amortyzacji i coś wymyślić.
    A może będzie spokojnie chodzić za rękę ? Podobno takie dzieci też są..

  2. Anonimowy napisał(a):

    Moje dziecko też wielokrotnie zrobiło sobie krzywdę..czy to przy atakach złości czy po prostu- ot- dziecięca nieuwaga..Nie zamartwiałabym się- taka natura i " urok " dzieciństwa ;)Jedno tylko mnie zastanawia..Czytam co jakiś czas wpisy, czytałam również na starym blogu i myślę,że robi Pani teraz wiele wpisów pod publiczkę! Nagle zaczęła Pani niby przypadkiem pokazywać zdjęcia " wygranych" przedmiotów przy czym reklamuje je Pani tak doskonale, że śmiem podejrzewać, że dostaje je Pani za darmo właśnie za REKLAMĘ!! A wzbudzanie w ludziach litości wpisem, że córeczka ma za krótkie rączki to chyba przesada, skoro na zdjęciu poniżej trzyma się za główkę ( ręce są dosyć wysoko i w dodatku ma je zgięte) !! Nie umniejszam chorobom Pani córki, ale proszę nie robić z tego szopki i nie wciskać ludziom kitu! Pozdrawiam!

    1. adm napisał(a):

      Po pierwsze – nigdy żadnej rzeczy nie dostałam za darmo, bo stać mnie na to, żeby kupić sobie to co mi się podoba i na co mam ochotę. Wiem, że w Polsce jeśli ktoś ma pieniądze, to już jest źle i nie dobrze, ale na szczęście nie mieszkam w Polsce. :)

      Jednak jeśli coś kupiłam i mi się spodobało, to będę o tym pisać, bo lubię polskie rękodzieło i uważam, że warto je reklamować. :)

      Na zdjęciu poniżej Calineczka trzyma się za główkę, ale nie łączy rąk nad głowom, bo tego nie potrafi. Ręce ma zgięte, bo nie może ich do końca wyprostować i nigdy ich nie wyprostuje, ale o tym nie muszę pisać – Pani wie lepiej i koniec kropka. Ja nie muszę nic udowadniać, bo wiem jak jest naprawdę. :)

      Nie piszę, by wzbudzać litość – jeśli czytała Pani starego bloga, powinna Pani doskonale wiedzieć, że na tamtym blogu było więcej wpisów pesymistycznych, które mogłyby bardziej wzbudzać litość niż ten tutaj.
      Teraz jednak już jakoś bardziej oswoiłam się z karłowatością Calineczki i nie jest to dla mnie tak pesymistyczne jak kiedyś – co więcej nawet czasem jakieś plusy znajduję i po prostu cieszę się z życia. :)

      Jednak jeśli znajdę, wymyślę coś co mnie martwi, lub niepokoi to z pewnością o tym napiszę – blog od samego początku miał być czymś w rodzaju pomocy dla rodziców dzieci z karłowatością – by wiedzieli czego mogą się spodziewać i na co uważać – bo ja takiej pomocy też kiedyś potrzebowałam i dzięki innemu blogowi ją znalazłam. I mam nadzieję, że kiedyś inny rodzic nauczy się czegoś dzięki mojemu blogowi. Zresztą dzięki niemu poznałam już kilka mam niedużych dzieci i to mnie bardzo cieszy.

      Blog nieco się zmienił i rozwinął, mnie się podoba, jeśli Pani nie to przykro mi.

      Nie lubię anonimów, lepiej jest się podpisywać, bo ja też anonimowa nie jestem.

      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za opinię!!! :)

    2. Anonimowy napisał(a):

      Proszę bardzo. Ja również nie mieszkam w PL. Pieniędzy mam akurat, wiec nie zazdroszczę- nie mam czego, ale jakoś to podejrzane, że nagle wszystkie prezenty to rękodzieło i trzeba je reklamować..?! Moja sąsiadka ma chore- autystyczne dziecko z padaczką lekooporną i nie musi pisać blogów- nie ma na to czasu..Pani widocznie ma go za dużo!! Co do poprzedniego bloga-tak- ma Pani rację- byl na początku pesymistyczny- wzruszałam się za każdym razem kiedy go czytałam..ale w miarę jak córeczce się poprawiało to zaczynał być już Pani blog- co Pani robi, etc..Nie wtrącam się- chciałam napisać o swoich odczuciach, więc napisałam..ale jest wiele niezgodności między tym co Pani pisze teraz a tym co pisała wcześniej! W tym roku były pierwsze święta córeczki w domu?! A w zeszłe? Chyba też, prawda? Jak już Pani chce kłamać to proszę się trzymać jednej wersji!!! Żegnam i życzę dalszych cudownych wpisów, rosnącej liczby czytelników i więcej sponsorów.

    3. adm napisał(a):

      Hmmm – starego bloga zaczęłam pisać w styczniu 2013, więc skąd Pani może wiedzieć co robiliśmy w zeszłe święta? Telepatia?
      Calineczka nie leżała już w szpitalu po przeszczepie, ale dzień przed wigilią dostała poważnej grypy żołądkowej spowodowanej rota. i pojechałyśmy do szpitala pod kroplówkę, żeby się nie odwodniła. Nie pisałam jeszcze wtedy bloga, więc nie może Pani tego wiedzieć.

      A może chce Pani skan wypisu ze szpitala, by uspokoić Pani ciekawość? Bo zarzucanie mi kłamstwa, kiedy się nie wie jak jest naprawdę trochę mnie śmieszy. Zwłaszcza, że ja mogę wszystko udowodnić w 5 minut.

      To chyba logiczne, że kiedy Cali się poprawiło i rozwija się normalnie nie będę rozpamiętywać tego co było, lub też ciągle przeżywać diagnozy karłowatości.

      Myśli Pani, że z karłowatością nie da się żyć normalnie? Da się. Calineczka to normalne dziecko, tylko, że małe.

      Jeśli chodzi o przeszczep szpiku to kontrole ustalili nam teraz po półrocznej przerwie, bo wyniki są dobre.

      Mam kłamać i pisać, że nadal jeździmy co chwilę na kontrolę, by mogła się Pani wzruszyć?

      Nie tędy droga.
      Bo nigdy na blogu w niczym nie kłamałam. Czytają go znajomi i rodzina ze świata realnego, więc kłamać nie mam powodu. :)

      W rękodziele zakochałam się niedawno i wcale tego nie ukrywam. Co więcej na wiosnę planuję kupić Cali ubranka tylko i wyłącznie polskich firm, szyjących ubrania ręcznie. I na pewno o tym napiszę. Bo te ubranka są piękne, wyjątkowe, szyte na wymiar i mają w sobie to coś. Przepraszam jeśli to się Pani nie podoba. :)

      Rozumiem, że kiedy blog się Pani "podobał", ani razu nie skomentowała go Pani pozytywnie, a gdy tylko coś się nie spodobało, to trzeba przywalić? To takie polskie. :)

      Pozdrawiam i myślę, że już bez odbioru, bo napisałam w tej kwestii wszystko co miałam do napisania. :)

      Poprawiła mi Pani humor tymi komentarzami – dziękuję. :)

    4. Aneta Flow napisał(a):

      Tej anonimowej osobie jest widocznie przykro, że się Calineczce poprawia i się nie ma nad czym "wzruszać"… Zamiast się cieszyć, a przepraszam, zapomniałam, ze panią interesują tylko nieszczęścia, żeby czasem komuś za dobrze nie było.

  3. nastusia81 napisał(a):

    nie wiń siebie, tak się zdarza, niestety:( jak Nadusia miała 1,5 roczku też spadła nam z kanapy, a byliśmy wówczas z mężem oboje obok niej (siedziała między nami). To był ułamek sekundy, gdy mała się wychyliła i bach. na szczęście tak jak u Was – skończyło się na siniaku.
    A Calineczka z biegiem czasu wypracuje technikę upadania tak, by chronić swoje ciałko;)

  4. Przewijka napisał(a):

    Takie upadki z łóżka to chyba norma wieku niemowlęcego/dziecięcego… :)

  5. fighting- wins napisał(a):

    Żyj tym co jest tu i teraz :) Najważniejsze, że Calineczce nic nie jest :)

  6. MyWay napisał(a):

    PRzywykniesz Kochana;) tak to już jest, że czasem nawet jak jesteś obok to złapać nie zdążysz;) jeszcze wiele razy się uderzy, nabije siniaczka.. ja na początku się też strasznie obwiniałam kiedy moje Bąki sobie coś zrobiły. teraz jest inaczej;) a ja to ZUPEŁNIE za nimi nie nadążam;) przytulę, pogłaszczę, pocałuję i cieszę sie, żę nic sie nie stało;)

    1. adm napisał(a):

      Czasem mam wrażenie, że dziecko ma 9 żyć jak kot. Ja po upadku z takiej wysokości (przekraczającej półtora razu mój wzrost, a może nawet dwa razy) umierałabym pewnie przez tydzień, bo wszystko by mnie bolało. Calineczka dziś nawet śladu nie ma. Przykładanie lodu przez półgodziny do czoła pomogło. :)

  7. Seuleriel napisał(a):

    Calineczko, Ty urwisie!
    Sprawcie jej trampolinę, jak tak lubi skakać. :))
    I oby najmniej takich nieszczęśliwych przygód.

    1. adm napisał(a):

      Mamy zamiar, bo podskoki to jej ulubiona zabawa. :D
      Jednak wszystkie jakie widzieliśmy są zbyt… nie wiem jak to określić… mało naciągające się pod niewielkim ciężarem Calineczki i za bardzo na nich nie podskakuje. Cały czas szukamy odpowiedniej. :)

  8. Mała moda napisał(a):

    Najważniejsze, że nic się nie stało. Strasznie mnie zdenerwował wpis anonima, pod hasłem Anonimowy to każdy bzdury może pisać. Dlaczego taka osoba nie podpisze się? Przecież jest taka odważna, śmiało pisze a boi się podpisać.

    1. adm napisał(a):

      Zazwyczaj tak jest, że gdy ktoś coś negatywnego ma do napisania woli podpisać się anonimem. Ja opinię kogoś kto się podpisze, nawet negatywną, przyjęłabym i zastanowiłabym się nad nią. W innym przypadku to nie ma sensu. Pozdrawiam serdecznie. :)

  9. Inez R napisał(a):

    Strasznie mnie wkurza zaglądanie ludziom do portfeli.
    To tak a propos wpisu anonima.

    1. adm napisał(a):

      Mnie również. Ale tacy ludzie są byli i będą… :)

  10. Ewa K napisał(a):

    Głowa jest twarda ,wiesz taka obrona rączkami nie zawsze jest dobra. Będąc dzieckiem też spadłam z łózka i oczywiście zasłoniłam się rękoma. Efekt kilka tygodni w gipsie :)
    A jeśli chodzi o anonima. ŻENADA!!! Wchodzić z butami do czyjegoś domu i jeszcze rzucać błotem.
    p.s
    Czy jesteś może na http://www.bloglovin.com ?

  11. Ociec napisał(a):

    A ja sobie rzucam okiem na burzę w szklance wody. I sobie myślę.
    1. A co kogoś obcego obchodzi stan cudzego posiadania ? Czy zawistnik na pewno nie przyjąłby np w użytkowanie Mercedesa w zamian za opowiadanie znajomym ze to fajne auto ? ;) i kropka. Tym bardzej, że pewnie jest fajne :) Dywagacje z gatunku a co jeśli nawet :)
    2. Jeden ma starego Poloneza, innego stać na Porsche, i co z tego ? Tak już jest.
    3. No żesz… Blog to taki bardziej publiczny pamiętnik, w,którym każdy sobie może pisac na co na ochotę. I jak komuś nie pasuje treść, to niech w pasek na górze przeglądarki wpisze inny adres. I tyle. Każdy sobie żyje jak chce i póki nikomu nie szkodzi to Luzik.
    4. Mniej popularnie. Każdy tu jest anonimowy. Tworzy nicka i pisze trochę o swoim życiu czy sprawach. Nie wiem, skąd oburzenie na nicki anonimowe, jeśli i tak jesteśmy dalecy od rzeczywistych osób, nie podpisujemy się imieniem i nazwiskiem. Tak się przyjęło i już.

    I zacząłem się zastanawiać, czy nie zacząć się podpisywać normalnie, Michał M. :)

    1. adm napisał(a):

      Dziękuję Ociec za Twoją opinię.

      Oczywiście nie chodzi mi o podpisywanie się imieniem i nazwiskiem i tak by mi to nic nie dało, bo przecież nie znamy się osobiście a internet jest wielki i potężny . :)

      Nazywając kogoś "anonimowym", chodziło mi raczej o to, że dana osoba z pewnością ma swojego bloga, skoro tak dobrze zna blogosferę i szkoda, że nie podała jego adresu – zazwyczaj gdy ktoś ma zamiar kogoś obrazić, czy skrytykować nie przedstawia się, nawet tą swoją "wirtualną osobowością". Nie rozumiem dlaczego, można mieć inne zdanie, można się nie zgadzać, ale po co się ukrywać z tego powodu?

    2. Ociec napisał(a):

      WIem :) To takie moje drobne przemyślenia. Ale faktem jest, że tak się przyjęło w necie, że człowiek posługuje się nickami, taka konwencja, wygoda. Stwarza to możliwości kreacji, zabawy w pewnych kręgach, formach aktywności – czaty, blogi, fora dyskusyjne. I jeżeli w pewnym kręgu przyjęto taką konwencję – to OK. Tutaj zwyczajowo niby mamy nicki, ale piszemy o swoim życiu, pokazujemy twarze – nie kreujemy, tylko pokazujemy fragment własnego świata – to też kwestia umowy i konwencji, stąd rozumiem oburzenie, że ktoś ją burzy. Przyjęto tu konwencję półanonimowości, którą przestrzegamy. Kwestia umowy między użytkownikami i tyle.

      Zresztą, czy posługujemy się nickami, czy normalnymi danymi – wszystko jedno, i tak się w 80% nigdy nie poznamy inaczej, i pozostaniemy do pewnego stopnia anonimowymi postaciami skądś.

  12. iza napisał(a):

    dzięki za odwiedziny, i oczywiście, gdy będę grać zapraszam na radiu jestem Iskierka, a o tym kiedy będę grać, zapraszam śledzić ten blog
    http://poeta112.blogspot.com/

  13. Aneta Flow napisał(a):

    Bubal mój ostrozny bardzo, jednak raz wyrżnął w ścianę ( w drzwiach się nie zmieściła) tak mocno, ze splaszczyło się czółko. Pojechałam na pogotowie, gdzie mi się w czoło popukali, że to nie ostatni taki wypadek, że to tylko tluszczyk się wgniótł, itp. Nawet guza nie miała…

  14. Żaneta Rakowiec napisał(a):

    Matko, nie kombinuj! Dzieciak sobie jeszcze w łepetynę przyfanguje wielokrotnie! Jak wszystkie zdrowe dzieci ( bez względu na długość rączek). Moje dzisiaj z impetem wpadło na drzwi. Pręgę ma przez całe czoło. Jakieś dwa kroki ode mnie była w chwili wypadku, a ja-o dziwo, nie czuję się winna! Nie uchronisz, chyba ,że nie pozwolisz dziecku na upadki, skakanie i bieganie. Tyle, że to prosta droga do wychowania dziecka na PRAWDZIWIE kalekiego człowieka.

    1. adm napisał(a):

      Oj ja wiem, ja wiem. :)
      Calineczka jest uczona samodzielności i nie biegamy wszędzie za nią, żeby ją chronić. Ale ja panikara jestem i mam z tego powodu potem, być może niepotrzebne wyrzuty sumienia – bo mogłam zareagować, złapać zdążyć. :)

      Domyślam się, że rodzice tak mają, i już nic na to nie poradzimy. :)

  15. mama_zochulka napisał(a):

    Niestety jako rodzice nie wszystko jesteśmy w stanie przewidzieć, a z dziećmi to niekiedy są po prostu sekundy… też już nie raz stukałam się w głowę, jaka to JA stara i głupia jestem…

    A jeżeli chodzi o komentarze… cóż, odniosłam wrażenie, że osoba Anonimowa czuje jakiś niedosyt – no nie wiem – dramatu, tragedii? Serialu pt. jakie to ciężkie życie mają inni?
    Ja tam bardzo się cieszę, że żyjecie sobie normalnie i cieszycie codziennością, oby jak najwięcej dobrych, spokojnych dni!!!

    Uściski Wam ślę! :)

    1. adm napisał(a):

      Dziękuję, dziękuję. :)

      Dobrze cieszyć się, że innym źle się powodzi, no nie? ;)

  16. Słodkie Potwory napisał(a):

    Mój najstarszy dzisiaj wszedł drzwi (bo kto to chodzi do przodu a patrzy w tył?) Kalina skakała w przedszkolu po materacach i uderzyła polikiem w ścianę (cały czerwony) – pod okiem podrapana ale nie wiem od czego?? Soniak dzisiaj nic nie wyczyniał, ale kilka dni temu też spadła z łóżka, mąż przy niej siedział…też na główkę… każdego dnia – dosłownie – coś :)

  17. Dominika Frankowska napisał(a):

    kochana niczego nie jesteśmy w stanie przewidziec, takie rzeczy się zdarzają NIESTETY.. :( dużo zdrówka dl Calineczki życzymy!!:)
    http://www.kacikkuby.blogspot.com

  18. Paulina Filiks napisał(a):

    Mi też mała parę razy spadła, parę razy bardzo niebezpiecznie. Dobrze jest zanim podniesie się dziecko z podłogi sprawdzić czy nie jest połamane by w razie takiej ewentualności jeszcze mu nie dodać bólu.
    Na szczęście nic się nie stało. Jeszcze nie raz spadnie, przewróci się więc ale strach rozumiem, też to przeżywałam i przeżywam dalej ;)

  19. Molka napisał(a):

    Mamo Calineczki, kiedy mój synek pierwszy raz mocno uderzył się w główkę bardzo to przeżywałam. Wyglądało to fatalnie bo guz był konkretny. Lekarz, który go oglądał powiedział, że dzieci zawsze upadają z wysokości na głowę – w końcu jest najcięższa. Nie martw się na zapas. Takie małe dzieciaki nie asekurują głowy – to normalne. Starsze asekurują ale nie przeceniała bym roli rąk – najczęściej asekurują poprzez usztywnienie karku. Myślę, że Calineczka opanuje taką samoobronę, nie martw się! Nie wiem czy Cię to pocieszy, ale moja półtoraroczna Luśka zawsze, ale to zawsze ma gdzieś jakiegoś guza nabitego. Jak jeden schodzi to ona następnego nabija. I nie ma opcji żeby ją lepiej dopilnować. Jestem naprawdę uważna, ale to bardzo żywe i pomysłowe dziecko. Nie wiń się absolutnie. Dzieci tak już mają. Głowa do góry!
    Druga sprawa: w ogóle nie bierz na poważnie zarzutów osoby, która nie ma odwagi się przedstawić. Nie ma sensu. Szkoda twoich nerwów. Nie masz najmniejszego powodu żeby się tłumaczyć. Ten blog to Twoje miejsce i masz prawo prowadzić go jak chcesz. :)

  20. Lala.lu napisał(a):

    Przeczytałam Anonima i zatkało mnie, ale też coś przypomniało. Też miałam trolla na blogu i nawet takiego z rzeczywistości.
    Cal ignoruj, nie wyjaśniaj, nie tłumacz się, nie odpowiadaj na głupie komentarze – niech troll sam wystawi się na pośmiewisko.

    Czy Anonim nie wie, że czasem można coś pokazać i wymienić z nazwy bez pieniędzy? Ja pokazuję książki, które czytam, opery, które oglądam, rośliny w ogrodzie, które sadzę, buty, które kupiłam… i co?

    1. adm napisał(a):

      Lala.lu – dokładnie. Czytając ów Anonima zaraz pomyślałam o Tobie i o trollu, który męczył Ciebie. ;)

  21. AniaJ napisał(a):

    Kochana, nie wymyślasz, tylko obserwujesz. Ale Calineczka jest jeszcze mała i nie jeden upadek przed nią, nie uchronisz jej przed tym. Mam nadzieję, że mała nauczy się amortyzować takie upadki. Może porozmawiaj z rehabilitantem, jak nauczyć ją amortyzacji upadków? Może to głupie, ale przyszło mi teraz do głowy.
    Pozdrawiam!

  22. m_ysz_ka napisał(a):

    Ja to już mam jakąś znieczulicę na Myszątka i jego "kontuzje". Nawet na sali zabaw ostatnio, kiedy się przewrócił i płakał, wszyscy się bardziej przejęli niż ja. Może za dużo już tego widziałam :) Teraz to już sam jakoś się ratuje, ale ile było upadków na twarde kafelki w kuchni główką, albo z sofy. Były siniaki, nerwy a potem nic złego się nie stało. Przy żywym ruchliwym dziecku nie ma możliwości go ustrzec przed upadkami, Calineczka też sobie poradzi, znajdzie jakiś inny sposób niż rączki, człowiek do wszystkiego się dostosowuje.
    No i gratuluję pierwszego hejtera. Znaczy się blog robi się popularny. Nie przejmuj się kompletnie, zawsze się ktoś taki znajdzie, jak mu się nie podoba czytać nie musi.

  23. Kariera Mamy napisał(a):

    Całe szczęście, że nic się nie stało. A wyrzutów kochana nie miej do siebie choćbyśmy nie wiadomo jak się starały nie jesteśmy w stanie uchronić dziecka przed wszystkim! Z rękami rzeczywiście tak jest i też o tym nigdy wcześniej nie myślałam, ale wierze, że sprytna Calineczka znajdzie sposób na ochronę głowy :)

  24. Monika KB napisał(a):

    Kochana daj sobie spokój. Mój przypadek. Mały nie za bardzo się jeszcze przemieszczał a na pewno niezbyt szybko. Zostawiłam go na sekundę na rozłożonym łóżku, a on wykorzystał ten moment żeby z niego zejść przodem. Zleciał na głowę. Co ja wtedy przeżyłam. Nawet guza po tym nie było. Później lekarz robił mu test czy wyciąga ręce w odruchu obronnym. Nie wyciągał. To mąż zaczął go uczyć spuszczając z małej wysokości na łóżko. Teraz mały ma 10 miesięcy i wcale go nie asekuruję. Ostatnio odwróciłam się dosłownie na sekundę a on wszedł do zmywarki. Skąd on wie, w którym momencie ma się cichutko przemieszczać, żeby skołować matkę? Ale tak jak ty obserwuję i wiem na co go stać i w którym momencie. Z tego co czytam wnioskuję, że jesteś fantastyczną mamą wspaniałej córeczki. Nie daj się zwariować.

  25. MaMa MJ napisał(a):

    Moje misiaki często lądowały na łepetynach, mimo typowych rozmiarów rączek, więc nie ma się co przejmować kochana! Upadki były i będą, bo żeby nauczyć się normalnie funkcjonować to niestety mamy to wpisane w życie.
    A co do anonima.. eh, ktoś tu dobrze przede mną napisał, ludzie chyba bardziej przyciąga ludzka tragedia, bo czują się wtedy lepsi. Jak się sytuacja poprawia to nagle: O! Nie ma wzruszeń, jest lepiej – do kitu z tym! Godne pożałowania i tyle!
    Buziaki dla Ciebie i Calineczki!!!!

  26. Anna Seweryn napisał(a):

    Angie upadkiem się nie przejmuj, nie pierwszy nie ostatni, ja ostatnio chcąc złapać za ubranie upadającą Fufkę, pociągnęłam ją za włosy, to musiało dopiero boleć, 100 razy bardziej pewnie niż upadek na kolana, przytulałam, przepraszałam, a Fufa płacząc powtarzała za mną pasiam, mama. Dopiero miałam wyrzuty…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *