Trudne sprawy..

Na początek nowego bloga poruszymy dość trudny temat, który ostatnio coraz częściej mnie irytuje.
Jak zaczynać, to na całego, a co. ;)

Nie macie nawet pojęcia jak irytują mnie i denerwują wścibscy ludzie, którzy nie znają się na niczym, nie wiedzą dokładnie co i jak, ale pouczają, pomagają, komentują.
MASAKRA!
Dam przykłady, żebyście wiedzieli o co chodzi:

1. Calineczka jest mała, gdy się schyli nie dosięga rączkami do ziemi, przez swoje dysproporcje tułowia względem kończyn. Gdy chce coś podnieść z ziemi najczęściej musi usiąść, żeby to dosięgnąć.
Gdy chodzimy na spacer, a ona zobaczy coś interesującego na ziemi – nie wiem kamień, trawkę, kwiatka – to pozwalam jej usiąść na chodniku i go złapać w rączkę, bo to logiczne, że dwuletnie dziecko chce poznawać otoczenie. Nie będę jej tego zabraniać, dlatego, że jest mała.
Przy takiej pogodzie jak jest obecnie wychodząc na dwór zakładamy pieluszkę, majtki, rajstopy i zazwyczaj grube podszyte spodnie, właśnie dlatego, żeby w dupkę zimno nie było przy siadaniu. :)
NIESTETY niektóry ludzie tego nie rozumieją. Wczoraj idąc Calineczką na spacer, ona usiadła na chodniku, żeby podnieść piłeczkę – ja stałam przy niej. Mijała nas pewna Pani, która co zrobiła? Nie, nie zapytała czemu dziewczynka siedzi na chodniku jak jest tak zimno, to bym jeszcze zniosła – choć też uważałabym za wtrącanie w nie swoje sprawy. Pani po prostu podbiegła do Calineczki, zaczęła ją podnosić z chodnika krzycząc: Jezus Maria jest tak zimno a dziecko siedzi na chodniku, przecież się przeziębi!!! Owa Pani zrobiła to przy mnie, gdy ja stałam obok… Podniosła Calineczkę i poszła dalej… Po prostu brak mi słów.

2. Calineczka umie sama chodzić po schodach. Umie, a nawet uwielbia, to jedna z jej ulubionych zabaw – wchodzenie i schodzenie ze schodów. Nie wchodzi jednak tak jak wysocy ludzie, bo nie podniesie tak wysoko swojej krótkiej nóżki. Wspina się po schodach jak po najwyższych górach, pomaga sobie rękami i brodą – ale lubi to, ćwiczy w ten sposób radzenie sobie w różnych sytuacjach i nie będę jej tego oczywiście zabraniać.
Niedawno wchodząc do centrum handlowego (gdzie były dość wysokie schody) wysadziłam Calineczkę z wózka, żeby sama po nich weszła a ja zaczęłam wnosić wózek. Jakaś Pani wychodząc z centrum, gdy nas zobaczyła, wzięła – bez pytania Calineczkę na ręce i wniosła ją po schodach na górę. Potem pomogła jeszcze mi wnieść wózek. A czy to nie tak trudno zrozumieć, że gdyby Calineczka nie mogła iść po schodach, to nie wyciągałabym ją z wózka? 8kg, przy 27kg wózku nue zrobiłoby mi aż takiej różnicy, naprawdę.

3. Calineczka niedawno wymyśliła sobie fajną zabawę – wchodzenie do pralki. ;) Uwielbia się tam przede mną chować. Siedzi w pralce, zamyka oczy i myśli, że jej nie widać. Jest mała więc wszędzie się zmieści – a w pralce ma jeszcze miejsce na kilka lalek, które zazwyczaj bierze ze sobą do kryjówki. :) Zrobiłam jej kilka (może kilkadziesiąt :D) zdjęć w pralce z różnych dni i rożnych sytuacji, bo to według mnie bardzo słodko wygląda. Jedno z takich zdjęć wrzuciłam na dobrze wszystkim znanego fejsbuka. I co? Dostałam kilka prywatnych wiadomości od ludzi, którzy gówno o mnie wiedzą, że jak ja mogę dziecko do pralki wkładać, jak przecież jest jej tam ciasno, a żeby zrobić śmieszną fotkę nie muszę dziecka męczyć. LUDZIE!!! Nim zaczniecie cokolwiek komentować i kogokolwiek o coś oskarżać postarajcie się najpierw dowiedzieć czegoś więcej o tej osobie, bo możecie komuś naprawdę zrobić przykrość, a jak nie to lepiej ugryźcie się w język.

To tylko kilka przykładów, które przytoczyłam. Oczywiście zdarza się więcej podobnych sytuacji. Na początku po każdym takim wydarzeniu wracałam do domu i miałam ochotę ryczeć. Teraz powoli się na to wszystko uodparniam i częściej chce mi się śmiać z „inteligencji” tych wszechwiedzących ludzi. Jednak nie ukrywam faktu, że czasem podnoszą mi ciśnienie.

I pamiętajcie – nie wszyscy są tacy piękni, zdrowi i IDEALNI jak wy, więc nim coś powiecie/skomentujecie/napiszecie najpierw pomyślcie dwa razy.

20 thoughts on “Trudne sprawy..”

  1. niezwykły zakątek napisał(a):

    tu agpagp ale na blogspocie występuję pod tym nickiem :)

    Widzisz Ciebie to irytuje ale np w centrum zareagowałabym podobnie – i nie chodzi o to że myślałabym że dziecko nie umie wejść po schodach tylko że ciężko musi być mamie z dzieckiem i wózkiem pokonać te schody i z dobroci serca zrobiłabym podobnie :)
    Jakby ci się coś stało nagle ( odpukać) to zawsze znajdą się ludzie którzy Calineczce pomogą :)
    Co do pralki się nie wypowiadam bo moje dziecko uwielbiało włazić do śmietnika – bez względu na to czy był pusty czy też coś w nim było :)

  2. Cynamonowa napisał(a):

    Napiszę tylko – głupota ludzka nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. Trzymajcie się i bądźcie dzielni ;)

  3. Seuleriel napisał(a):

    Moja Mili często siada na ziemi podczas spaceru… Zwykle w ramach buntu. Znam te złowieszcze spojrzenia mówiące: 'co za matka!'.
    Podobnie z wchodzeniem po schodach, rączki idą w ruch, to ze względu na to, że mamy bardzo wysokie stopnie w bloku. ;/ Tragedii nie ma. Zdarzyło się wiele razy, że ktoś z sąsiadów zapytał, czy może mi pomóc, ponieść jedno dziecko, ale nigdy nikt na siłę nie brał, no chyba że wózek mi wyrywali. Choć myślę, że to nie ze złej woli, czasem może i nie przyjmuję tej pomocy, a pewnie by się przydała. Trzeba mieć też wyrozumiałość dla ludzi, którzy nie rozumieją pewnych sytuacji.
    Przykład z pralką też dobry na uświadomienie jak ludzie pewne rzeczy odbierają po prostu inaczej, bo obce są im pewne doświadczenia. Moje dzieci robiły sobie kryjówkę w różnych miejscach, które niektórzy odebraliby za karygodne. ;p I tak: w wersalce, pod podestem, w zamykanym koszu niespełna metrowym, itd… Wiem jak trudno się nie przejmować kiedy ludzie tak linczują, czy też po prostu działają na nerwy. Trzymaj się mocno. :*

    P.S. Zapraszam do zabawy. :) http://seuleriels.blox.pl/2013/11/Tajemnice-zabawa.html#ListaKomentarzy

  4. kropka306 napisał(a):

    Dopóki Calineczka będzie dzieckiem, zawsze znajdą się jacyś wszystkowiedzy z cud radami :( Nie mam pojęcia skąd się biorą tacy ludzie, ale są przekonani, że skoro starsi, to na pewno mądrzejsi. Pouczają wszystkich, ale wiadomo, Ciebie bardziej to zaboli, bo za każdym razem musisz sobie przypominać o chorobie :(
    Jeśli chodzi o sytuację na schodach, wydaje mi się, że tu kobieta po prostu się nie zastanawiała dlaczego dziecko jest puszczone luzem, a Ty tachasz wózek, myślę, że mogłabym podobnie zareagować, działając odruchowo. Doskonale rozumiem, że dziecko musi trenować, szczególnie jeśli sprawia jej to radość, ale w takiej sytuacji człowiek się nie zastanawia, tylko chce pomóc. Gdybym spotkała w bloku z windą, wnoszącą po schodach wózek matkę, nie pomyślałabym, że może nie wzięła windy, bo chce dopakować, tylko złapała z drugiej strony wózka ;) Nie wiem jakie były intencje tej kobiety, którą akurat Wy spotkałyście, jaką miała minę, komentarz, ale z tego tylko co opisujesz, ja bym ją rozgrzeszyła ;)
    Mnie by sumienie gryzło przez cały dzień, gdybym przeszła obok Was z rękami w kieszeniach… O ile nie rozumiem wtrącania się i głupich komentarzy, jeśli stoisz obok dziecka, nic się nie dzieje, o tyle, jeśli wyglądałybyście na takie, którym można pomóc, podałabym rękę. To trudny temat. Pamiętam, kiedyś siedziałam w zatłoczonym autobusie, wsiadła kobieta z chłopcem z zespołem Downa, chłopak był już raczej dorosły…No i pytanie, ustąpić mu miejsca, czy to go urazi? Wiem, że ta choroba, u każdego może mieć inne nasilenie. Biłam się z myślami, w końcu postanowiłam spróbować, wstałam, ale odmówili. Nie wiem, czy nie sprawiłam chłopakowi przykrości, ale gdybym tak siedziała, a on faktycznie potrzebowałby miejsca?

  5. Matka Kubiczkowa napisał(a):

    Ja Ciebie i Calinkę mocno ściskam i od początku Wam kibicuję.

    Jak chcę komuś pomóc… zawsze pytam czy ktoś chce pomocy :*

  6. Mama Kubusia napisał(a):

    echh ,ludzie bywają dziwni .nie przejmuj się :*

  7. Pati Skrok napisał(a):

    Powiem tak… Kiedyś (odnośnie CH) zareagowałabym tak jak Ty, ale z drugiej strony też bym pomogła gdybym widziała taką sytuację, inna sprawa, że najpierw zapytałabym się czy mogę pomóc, bo sama nie lubię jak ktoś mi się wtrąca w moje sprawy…

    Ahhhh gdybym ja miała się przejmować każdym spojrzeniem :co z niej za matka " to chyba w psychiatryku bym się znalazła…
    Myślę, że powinnaś trochę się wyluzować i przestać brać tak wszystkiego do siebie ( ja robię dokładnie to samo), ale wiem, że nie warto przejmować się wszystkimi ludźmi bo ześwirujemy….
    Pozdrawiam serdecznie :)

  8. nastusia81 napisał(a):

    niestety takie sytuacje mają miejsce, bo wielu ludzi nie zastanawia się nad tym, co widzi, jedynie z góry zakłada scenariusz, który im rozum podpowiada;/ A że z tym rozumem nie zawsze wszystko w porządku…

    jedyna rada, na drobne sprawy przymknąć oko, w innych asertywnie, lecz stanowczo bronić swojej racji:)

    buziaki dla Calineczki:*

  9. anluna napisał(a):

    Niestety ludzie są różni. Bywają i tacy co zawsze wiedzą lepiej.
    Nie ma co się nimi przejmować. W końcu my sami wiemy najlepiej co jest dobre dla naszego dziecka.
    A schody to i moja uwielbia i może godzinami wchodzić i schodzić i tak w kółko.
    Buziaki dla Calineczki :)

  10. fluffycat napisał(a):

    ech, to takie trudne – bo czasem ludzie po prostu chcą pomóc, jak już wspomniał ktoś wyżej o sytuacji w centrum handlowym. naprawdę straszna szkoda, że nie umieją najpierw zapytać, czy ta pomoc jest potrzebna:(

    ale nie dziwię Ci się absolutnie, że Cię to denerwuje. każda taka niechciana ingerencja w nasze życie jest niefajna. oby jak najmniej ich było w Waszej przyszłości.

  11. eelza napisał(a):

    Ciao :)
    tutaj eelza z blox :) Witamy na Bloggerze :) Myślałam o tym by cię zapytać o Pragę, ale byłam przekonana że mieszkasz gdzies dalej od Pragi ;) Pytałaś jak było w Pradze? Fajnie :) Wszystko możesz przeczytać tutaj na moim rodzinnym blogu : http://ate-trips.blogspot.com/ Pewnie gdybym wcześniej cię zapytała to byś mnie poinformowała, że place zabaw na Kampie i Detsky Ostrov są zamknięte a ja bym nie latała przez pol Pragi w poszukiwaniu otwartego placu :P Buziole dla Calineczki

    1. adm napisał(a):

      Ja nie mieszkam w samej Pradze, ale do Pragi mam kawałek. ;)

  12. Kariera Mamy napisał(a):

    W zupełności popieram! Bardzo dobrze, że od razu wytyczasz granice i mówisz co jest nie w porządku i co Ci się nie podoba! Ja tu z Wami zostaje i oczywiście zastosuje się do powyższych wytycznych choć nie sądzę abym i bez nich była skłonna do tego typu komentarzy :) jestem z Wami myślami i dobrym słowem! Bardzo spodobała mi się historia narodzin Calineczki – pięknie ujęte! Pozdrawiam Was ciepło :*

  13. Panna Oceanna napisał(a):

    ach witaj w świecie blogspota ;**

    Buziaki dla Was!

  14. Żaneta Rakowiec napisał(a):

    Hmmm. Nie zrozum mnie źle, ale … pod tym względem, jesteś jak wszystkie matki:D Jak mnie pyta teściowa-po raz enty-czy Helka nie za lekko ubrana, to mam ochotę wrzeszczeć. Kiedy jakaś uprzejma pani w parku patrzy na mnie spod byka, bo nie pozwoliłam, żeby dała Helce biszkopta (dokładniej z głośnym nieeeee, wyrwałam go spod Helkowego nosa), to w myślach nazywam ją okropną babą. Ale przecież w gruncie rzeczy, tymi ludźmi kieruje troska. Teściowa (jak i kobieta podnosząca Calineczkę z chodnika)- człowiek starej daty wychowany w czasach, w których dzieci chorowały nie z powodu wirusów i bakterii, ale dlatego, że za lekko ubrane, albo czapka spadła z głowy na wietrze- nie rozumie, że okutanie dzieciaka w bety i kombinezon narciarski przy +8 stopniach to nie jest przejaw miłości i troski. Miła pani z parku nie wie, bo i skąd, że gdyby Helka wsadziła ten biszkopcik do ust, po kilku minutach potrzebowałaby karetki na sygnale i oddziału ratunkowego. Ludzie nie wiedzą o nas wszystkiego na pierwszy rzut oka i podejmują błędne decyzje. Ale są uprzejmi i dobrzy. Choć czasem ciężko wykrzesać z siebie jakąkolwiek wdzięczność;) Będę Was odwiedzać. Podobacie mi się, Ty i Twoja Calineczka:)

  15. Anonimowy napisał(a):

    Miałem syna,mam córkę.Mieszkam na wsi.Ale radzę sobie czytając ten blog:"kochamylaure.pl"
    Pozdrawiam:)

  16. atlantyk napisał(a):

    Zawsze najbardziej rani jak ktoś cię ocenia po pozorach nie znając osoby jaka ocenia ale to plaga ludzkości że każdy wie najlepiej co jest najlepsze dla innych

  17. Monika KB napisał(a):

    Wiem jakie to trudne. Pociesz się, że prawie każdy spotyka się z nadgorliwością obcych czy też własnej rodziny. Właśnie dzisiaj powiedziałam mamie, że jak jest taka mądra to trzeba było własne dzieci dobrze wychować. Nad morzem każdy 5-cio miesięcznego Niuńka łapał za rączki – ojoj jakie zimne. Jemu jest zimno. Następowało to tak szybko, że nie zdążałam się przeciwstawić. Czy ktoś wcześniej trzymał palce w nosie czy głębiej czuł się swobodnie chwytając go za rączki. Monika mały chce spać jak on trze oczka, on chce pić, on chce jeść. Czy on nie rozbije sobie głowy? No tak, ale najpierw musi upaść. Tylko dlaczego ma upaść? Mu jest za zimno, za ciepło. Najgorzej jak coś robią za Twoimi plecami. Słodzą wodę, dają winogrono, lizaka. Wiem, że to jest niby nic, ale daje w kość. Czy ktoś was pyta o zdanie? Rób swoje. Usamodzielniaj małą. Nie daj się sterroryzować. Ja jestem szczęśliwa, że mały idzie do każdego, że z każdym do kogo mam zaufanie mogę go zostawić. Mały co prawda nie ma ograniczeń zdrowotnych, ale głupia matka nawet zdrowe dziecko może zniewolić i wpoić mu strach przed nowym i nieznanym.

  18. VirgoCa napisał(a):

    Witam,
    Tu także się zgadzam – zupełnie niezależnie od stanu zdrowia dziecka, wszędobylskie wtrącalnictwo jest na porządku dziennym WSZĘDZIE. Z malutką Różą (teraz prawie 3lata) łaziłam i jeździłam gdzie się da, więc szybko udało mi się uodpornić. W Lublinie milion komentarzy po godz 20tej, jak to można "po nocy" z dzieckiem chodzić. Z dzieckiem śpiącym sobie w najlepsze, lub śmiejącym się, bez oznak zmęczenia czy złego nastroju. Jakby po zmroku powietrze z ulic wysysali, albo co! Teraz urodziłam drugie.. i zaczyna się to samo;) Trzeba olać i myśleć rozsądnie, to jedyne wyjście. Ludzie nie wiedzą, jak każde takie słowo czy gest matka bierze do siebie – macierzyństwo wiąże się też z nieodłącznym "wyrzutem sumienia", czy aby wszystko robię jak najlepiej? Z tym głosikiem się walczy, ale każde nierozsądne małe zdanie rodziny, czy nawet obcej osoby budzą go na nowo. To bardzo dziwne, jak wszyscy, młodzi, starzy, z dziećmi lub nawet bezdzietni, doskonale znają się na TWOIM dziecku i jego specjalnych – (jak u każdego dziecka) potrzebach i nawykach:)

  19. ciąża po czesku napisał(a):

    Gdy z pozdrowieniami zostawiłaś pierwszy komentarz u mnie od razu zajrzałam do Ciebie…przeczytałam wszystko tu ale został jeszcze wcześniejszy blog.

    No trudny temat. Wierzę, że ludzie robią to z troski bo: zimno, bo mokro, bo brudno, bo cięzko, bo coś tam…a nie złośliwie czy aby Ci/nam pokazać. Tak jak pisały dziewczyny wyżej – bierze się wszystko do siebie. Ty bierzesz podwójnie, Ciebie bardziej drażni (tak mi się wydaje) bo przecież robisz wszystko dla Calineczki aby była szczęśliwa. Abyście Wy były szczęśliwe ! No i tak będzie – jak sobie wymyślicie!

    Jesteśmy zaszczyceni możliwością śledzenia poczynań naszej Pierwszej (obserwowanej) Damy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *