Gdy smok się wprowadza ponownie

Dawno, dawno temu przeżywałam starą jak świat książkę. Pewnej Kasi rodzi się siostra Agnieszka. Kasia jej nienawidzi. Kiedy zostają same, Kasia otwiera na oścież wcześniej uchylone okno. Zostawia Agnieszkę samą. Siostra płacze, jest jej zimno, jest odkryta, rączka zaplątała się jej w siatkę łóżeczka. Kasia na nią krzyczy. Nie chce zamknąć okna, nie chce jej przykryć, nie chce wyplątać rączki. Agnieszka podejmuje rozpaczliwą próbę uwolnienia rączki i opada twarzą w dół. Dusi się, robi się sina. Ja z przerażenia obgryzam paznokcie, jestem sztywna ze zgrozy. Kasia się opamiętuje, odwraca siostrę, zamyka okno, otula ją kocykiem. Ja wyję. Mogła zabić, mogła zabić – kołuje mi się w głowie. Nie zabiła. Przyczyniła się do silnego zapalenia płuc.

 

Jeszcze kilka razy wracałam do tej książki. Z biegiem lat pytałam sama siebie… Co to był za świat, kiedy dzieciom niczego się nie tłumaczyło? Nie przygotowywało na to, że rodzina się powiększy? Stawiało przed faktem dokonanym? Oczekiwało od dzieci, że się dostosują, zrozumieją, bez wcześniejszej rozmowy. Igrało się z ich uczuciami, lekceważyło. Kasi nikt nie wytłumaczył, dlaczego z jej życia znika mama i nie było jej tydzień. Czemu nie jest już najważniejsza. Czemu na to małe trzeba chuchać i dmuchać…

 

Wzięłam do rąk inną książkę. „Gdy smok się wprowadza ponownie”. Otworzyłam na chybił trafił i co zobaczyłam? Chłopca otulającego kocykiem malutkiego braciszka. W jednej chwili stanęła mi przed oczami Kasia i rozpłakałam się. Bo już wiedziałam o czym będzie ta książeczka.

 

Te dwie książki dzieli prawie sześć dekad. Świat się zmienił. Powoli, powoli do świadomości rodziców przebił się jednak fakt, że z dziećmi trzeba rozmawiać. Choćby o zmianach jakie zachodzę. Nie tylko w przypadku powiększania się rodziny. Mówię tu o wielu innych przypadkach. Dzieci mają prawo znać prawdę i warto podejmować z nimi dyskusję. Małymi umysłami miota cała plątanina uczuć. Należy im się szacunek i prawda. Ale umówmy się. Nawet liczne rozmowy, nawet najgłębsza miłość, nawet najsilniejsze zrozumienie jego potrzeb nie jest w stanie ochronić dziecka przed samym sobą, jego zazdrością o uwagę i poświęcony mu czas.

 

„Gdy smok się wprowadza ponownie”

Starszy brat jest zazdrosny. Malutki braciszek gdzieś tam sobie żyje obok niego, ale coraz bardziej jego obecność go uwiera. Chce, by było tak, jak przedtem. Tylko mama, tata, siostra on i… smok. Tak, smok, ten najzupełniej prawdziwy, najwierniejszy, wyimaginowany przyjaciel. To łóżeczko w kształcie zamku miało być przecież dla smoka, nie dla jakiegoś malucha. Starszy brat robi swoje, bawi się, dokucza siostrze, broi, ale kiedy smok go opuszcza, by umościć sobie wygodne posłanie w łóżeczku malucha, chłopiec nie wytrzymuje i krzyczy. Padają straszne słowa: „Odeślijcie je!” Bez smoka i z nieuświadomionym poczuciem winy nic nie cieszy. W końcu się doczekujemy. Otula braciszka swoim kocykiem i śpiewa mu. Sam do tego dojrzał, sam na to wpadł, bo jednak rodzice nie wszędzie dotrą. Do najgłębszych zakamarków dziecięcego umysłu nie każdy ma wstęp i czasami jednak trzeba odpuścić i pozwolić na samodzielne dorastanie.

 

Calineczka pyta:

Ale dlaczego smok jest wymyślony?

-Pamiętasz, córeczko, bajkę „Charlie i Lola”? Lola ma ukochanego brata a mimo to wymyśliła sobie też przyjaciela, Lorena Sorensona, kiedy jest z nią wtedy, gdy brat nie może. I smok też jest takim przyjacielem, który jest z chłopcem zawsze, kiedy ten chłopiec tego chce.

-A każde dziecko może mieć takiego przyjaciela?

-A pamiętasz bajkę „Dom Dla Zmyślonych Przyjaciół Pani Foster”? Przypomnij sobie, ile tam jest wymyślonych postaci. Każdą z nich wymyśliło inne dziecko!

-To ja sobie też jakiegoś wymyślę!

 

 

Cali rysuje przyjaciela, a ja podziwiam błyszczące karty książki, nowoczesne rozwiązania ilustratorskie, miny dzieciaków, mamę karmiącą piersią (niby nic nie widać, ale wiadomo, że karmi!), tatę zamiatającego podłogę.

To jest coś. Książka na wskroś nowoczesna, piękna i mądra. Pokochana i zaczytywana. Przeżywana. Generująca niezliczone pytania: „a dlaczego?” I gwarantująca, że głupich pytań nie ma, a odpowiedzi mogą być tylko mądre.

 

Jeśli zainteresowała Was książka „Gdy smok się wprowadza ponownie”, możecie ją znaleźć w Wydawnictwie CzyTam dokładnie tu: KLIK.

 

 

 

 

 

 

9 thoughts on “Gdy smok się wprowadza ponownie”

  1. Rivulet napisał(a):

    Zachwyciły mnie ilustracje…
    I rzeczywiście,kiedyś z dziećmi się nie rozmawiało na trudne tematy. Też przeżywałam tą książkę „Oto jest Kasia” ;) O wielu rzeczach dowiadywałam się z encyklopedii, a nie od rodziców. A dziś czytam z dzieciakami „Czekamy na dzidziusia” i nie ma tematów tabu.
    Ale najbardziej dziwią mnie scenki z powieści Montgomery, dobrze obrazujących niegdysiejsze myślenie – i wciskanie dzieciom kitu, że rodzeństwo zostało np. znalezione w pietruszce :P Czy te dzieciaki nie widziały, że mama jakaś grubsza się zrobiła, a potem nagle brzuszka ubyło? Nie ogarniam tego :)

    1. Ilona napisał(a):

      Ja też nie ogarniam, ale tak było. Pamiętam, jak kiedyś, mając jakieś sześć lat, zauważyłam, że brzuch mamy jest większy. Ale miałam swoje sprawy, swoje zabawy, podwórko, braci, kompletnie nie rozwijałam tematu. Wtedy moja mama poroniła a ja dowiedziałam się o tym, kiedy byłam już dorosła. Brak brzucha też mnie nie zdziwił. Pamiętam też, że dzieciaki z sąsiedztwa śmiały się ze mnie, że w wieku 10 lat nie wiedziałam za bardzo, co to znaczy być w ciąży. Teraz jednak nie do pomyślenia. Szybko po tej hańbie zabrałam się do czytania „literatury faktu”, czyli tego, co leżało na szkolnych półkach w sali biologii.

  2. Carolin - MultiLady napisał(a):

    Smoki były ulubionym tematem moich córeczek, gdy były w calineczkowym wieku :-)
    A mała Cali ślicznie wygląda :-)

  3. Słodkie okruszki napisał(a):

    Moje dzieci są zachwycone tą bajką :)

  4. Szufladopółka napisał(a):

    O rany, przeraziłaś mnie tą książeczką sprzed sześciu dekad. Naprawdę taka była fabuła? Brr… Ale masz rację teraz wydawanych jest mnóstwo książeczek pozwalających zrozumieć dzieciom świat i ułatwiającym rodzicom poruszenie trudnych tematów.Są świetne! I bardzo, bardzo potrzebne.
    /Pozdrawiam,
    Szufladopółka

  5. westolia napisał(a):

    Nie sądziłam, że ktoś wpadł na taki pomysł na książkę dla dzieci. Dobry i ważny pomysł do poruszenia.

  6. Bookworm napisał(a):

    Dobre książki dla dzieci zawsze w cenie :)
    Tu widzę, że są jeszcze fajne ilustracje, mojego smyka już pewno by nie zainteresowała ale gdyby był ciut młodszy na pewno byśmy po nią sięgnęli.

  7. Aneta napisał(a):

    Zapewne książka wspaniała, gdyż Calineczka uśmiechnięta i zadowolona :) Piękne, barwne ilustracje wyglądają bardzo zachęcająco :)

  8. Kasia napisał(a):

    A ja wspominam bardzo ciepło ” Oto jest Kasia ” do dziś 😊 nawet mam zamiar wrócić z moja córka do tej książki 😊

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *