Powracający sen

Często nawiedza mnie sen… Powracający sen… Jest przerażający… Obrazy w mojej głowie pojawiają się i nie chcą zniknąć.. To jakby sen na jawie, bo wydarzenia, sytuacje w tym śnie są realne, wydarzyły się naprawdę… To jakby przeżywanie jakiejś dziwnej retrospekcji…

W śnie tym widzę łyse głowy… Dziecięce główki, bez włosów, z popuchnięte twarzą. Dzieci po chemioterapii, walczące o życie, o każdy oddech… Dzieci pozamykane w sterylnych i oszklonych salach, podłączone do różnych aparatur, które wydają dziwne dźwięki… Wśród nich Calineczka… Mała, łysa, zupełnie nie podobna do tej roześmianej dziewczynki którą jest teraz… Prawie w ogóle nie daje znaku życia, przeważnie cały czas śpi, a oddycha za nią maszyna…

Co chwilę słyszę krzyk jakiegoś dziecka z sali obok… To nawet nie krzyk, to niewyobrażalny wrzask naznaczony ogromnym bólem. Bólem który jest nie do zniesienia… Bólem którego ja sama nigdy nie doświadczyłam i którego nie potrafię sobie nawet wyobrazić… Wychodzę na korytarz i czuje smród wymiocin… Widzę przez szybę innej sali pielęgniarkę, która co chwilę podkłada nową nerkę pod usta zwracającego dziecka. … Skutki chemii… Nagle słyszę krzyk który rozdziera moje serce, który sprawia że czuję dreszcz przechodzący po całym moim ciele, który powoduje, że włosy stają mi dęba… To krzyk matki, której dziecko przed chwilą umarło na jednej z sal… Przegrało walkę z chorobą… Walkę nierówną i niesprawiedliwą, bo przeciwnik był dużo silniejszy… Przez szklane dziwi widzę je, to dziewczynka, na oko 7letnia… W sali panuje niewyobrażalny spokój. Jej twarz nie jest już wykrzywiona bólem i cierpieniem… Wygląda jakby spała, jakby odnalazła spokój… Po chwili kolejny szloch tej samej matki, słychać go na całym oddziale… Nie mogę tego znieść i wracam z powrotem na salę Calineczki… Patrzę na to śpiące, małe ciałko i zastanawiam się ile ono jeszcze zniesie bólu, leków, chemii… Przez głowę przebiega mi w kółko jedna, nie dająca spokoju myśl – czy ja kiedyś też będę tak krzyczeć jak ta matka przed chwilą? Czy inni rodzice dzieci jeszcze żyjących będą mi jednocześnie współczuć, a z drugiej strony będą odczuwali ulgę, że to nie ich dziecko? Tak, to poczucie ulgi jest okropne. Mam wyrzuty sumienia na sama myśl, że choć zalążek tej ulgi zakiełkował w moim sercu… Ale za każdym razem kiedy widziałam umierające dziecko na oddziale odczuwałam ją, że tym razem śmierć nie przyszła jeszcze po moje dziecko, że mamy szczęście, że jeszcze nie przyszedł jej czas… Nienawidzę siebie za to uczucie.

Budzę się zlana potem i próbuje dojść do siebie. Gdy zamykam oczy przeskakują mi przed oczami obrazy dzieci. Zmieniają się jak jakaś stopklatka w filmie… Znam je wszystkie. Widywałam ich wszystkich przez prawie rok, kiedy leżałam z Calineczka w takiej sterylnej sali.. Niby wszystkie wyglądają podobnie – łysa głowa, spuchnięte przekrwione policzki, smutne oczy, twarz naznaczona chorobą… Mogłoby się wydawać, że na pierwszy rzut oka trudno ich od siebie odróżnić… Ja jednak widzę i poznaję małą Lucynkę, Dawida, Michała, Krystynkę, Tomaszka… Każdy z tych bezimiennych anonimowych bohaterów dla mnie jest dzieckiem które miałam szczęście poznać. Każde z tych dzieci nauczyło mnie, że żadne problemy nie są na tyle trudne, żeby nie można sobie było z nimi poradzić… Że trzeba walczyć za wszelką cenę tak jak i oni walczyli… Przez długi okres czasu, po tym jak wyszłyśmy z Calineczką ze szpitala ten sen do mnie wracał… Każdej zasranej nocy wracał i sprawiał, że nie potrafiłam się cieszyć tym co mam, tym że stamtąd wyszliśmy i opuściliśmy to miejsce… Sprawiał, że bałam się w nocy zmrużyć oczy, bałam się spać… Sprawiał, że miałam ogromne wyrzuty sumienia, że cieszę się zdrowiem własnego dziecka, a innym się nie udało…

Potem długo miałam spokój… Teraz sen znowu powraca niczym bumerang i co noc wywierca mi dziurę w głowie…  Nie wiem, czy jest spowodowany tym, że 12 marca była kolejna rocznica przeszczepu Calineczki – już 5… Czy tym, że sama mam ostatnio ciężki okres w życiu, które przestało mnie bawić zupełnie… Wiem jednak, że to powracający sen i nie potrafię się go pozbyć, a tak bardzo marzę o tym, by spokojnie przespać noc…

11 thoughts on “Powracający sen”

  1. Patryk Witczuk napisał(a):

    Bardzo dobry wpis, sny są tak naprawdę czymś niezbadanym, ale i intrygującym :) sam się czasami zastanawiałem, dlaczego miewałem akurat takie, a nie inne, sny :)
    Pozdrawiam

  2. Doris EM napisał(a):

    Ach…. nie mogłam do końca przeczytać, nie dałam rady. Kiedyś jak miałam koszmary to zaczęłam ćwiczyć jogę i pic melisę przed pójściem spać,…. może Tobie też pomoże ;)

  3. Mocny wpis. Bardzo mnie poruszył. I wiesz, jedyne co mogę napisać, to: podziwiam Was za siłę. Za niegasnącą wolę walki. W takich okolicznościach nietrudno zgubić nadzieję. Naprawdę szacunek dla Was za siłę.

  4. napiecyku napisał(a):

    To naturalne, że trudne momenty, trudne rocznice zostawiają ślady w naszej podświadomości. Ta znowu płata nam figle w postaci koszmarów. Zazdroszczę tym osobom, które nie mają chorób swoich, ani swoich dzieci. To największy dar od losu. Wieczorem poczytaj jakąś lekką, wciągającą książkę lub czasopismo do tego szklanka letniego mleka, lub ziół na wyciszenie przed snem. Pozdrawiam :)

  5. Anjanka napisał(a):

    Człowiek musi wyrzucić z siebie strach i wszystkie źle emocje. Czasami one kumulują się w snach…

  6. 4 razy M napisał(a):

    Mam nadzieję że znajdziesz w sobie spokój i będziecie mogli korzystać jeszcze z życia bez strachu i obaw. Trzymam za Was kciuki. Serduchem jestem przy Was.

  7. Megi napisał(a):

    Nie miałam odwagi doczytać do końca. Zaczęłam ryczeć. Ten wpis uderza w moje najgorsze lęki. Takie które boje się nawet nazwać. Nie ma nic gorszego niż choroba dziecka. Gdyby coś się stało moim dzieciom nie mogłabym dalej żyć. Nie umiałabym…. nie ma słów by opisać co muszą czuć rodzice nieuleczalnie chorych dzieci.nie ma słów….

  8. Leptir napisał(a):

    to straszne co przeżywasz….. ale wiem co czujesz bo kiedy moja 6 letnia córeczka / teraz ma 24 lata/ leżała w klinice we Wrocławiu widziałam i ja to o czym opisujesz …. cierpienie…straszne….
    nie wiem dlaczego ten sen do ciebie wraca, może własnie minęła ta magiczna granica przed wznową i nastał wreszcie spokój ? nie wiem…
    przytulam cię mocno i podsyłam link ciekawy, może napisz tam ?

    http://biuro-duchow.blog.onet.pl/

  9. Carolin - MultiLady napisał(a):

    Angie, Kochana, przyznam, że nie byłam w stanie przeczytać Twojego wpisu dokładnie. Za dużo mnie to kosztowało.
    Skąd biorą się sny w naszej głowie, sama nie wiem. Strasznie Ci współczuję. Może rozkaż swojej podświadomości wyeliminować ten sen, nie dopuścić go do głosu. Przytulam Cię i trzymam kciuki za spokojne noce.

  10. MajCzi napisał(a):

    Jejku. Przeszczep w moje urodziny? Zdrówka wiele❤❤❤

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *