Ortopeda i antropolog

Byliśmy w zeszły piątek u ortopedy i antropologa na kontroli.
Musiałam trochę ochłonąć, żeby Wam o tym opisać, bo zazwyczaj te kontrole mnie dołują, irytują, denerwują i wszystko razem. Sama nie wiem dlaczego.

Najpierw poszłyśmy na badanie antropologiczne. Mierzenie długości i szerokości wszystkich części ciała, łącznie z nosem, czołem, policzkami, skroniami, kończąc na nogach i rękach. Do tego mierzenie tkanki mięśniowej. Trafiłyśmy na bardzo miłą „panią do mierzenia”, która umiała Calineczkę zgadać i zainteresować. Dokładnie tłumaczyła jej co będzie robić i jak to będzie wyglądało. W dodatku znała j. polski co pomogło w komunikacji. I powiem Wam, że zawsze badanie antropologiczne trwa około 30 minut i jest katorgą dla Cali, która nie wie co się dzieje, wyrywa się i płacze… Teraz badanie trwało ponad godzinę, ale Calineczka była grzeczna, spokojnie dawała się mierzyć i zadawała bardzo ciekawskie pytania. A na końcu dostała od Pani naklejki. Ehh.. Obyśmy zawsze trafiały już na tą samą Panią.

Dowiedziałam się, że Calineczka ma równe 70cm wzrostu. Rok temu o tej porze miała 63,5cm, więc jakiś tam progres jest. Zwłaszcza, że w poprzednim roku urosła pół centymetra, więc 6,5cm to naprawdę dużo.
Jeśli chodzi o wagę to ma teraz 9,2kg, a rok temu miała 10, ale wtedy miała o 1,5 kilograma za dużo jeśli chodzi o stosunek wagi do wzrostu, więc teraz jest lepiej. Lepiej dla jej kolan i kręgosłupa i tak już dość obciążonych.
Pozostałych wymiarów się nie dowiedziałam.

Potem przyszedł pan ortopeda i tego badania nie lubię. Niby to najlepszy specjalista-ortopeda w kraju, jeśli chodzi o osoby karłowate, bo głównie takimi się zajmuje, ale nie podoba mi się to, że traktuje nas strasznie przedmiotowo. Wejdzie, popatrzy, zrobi co ma zrobić i zazwyczaj wychodzi bez słowa. Tak było i tym razem. Popatrzył, podotykał, odbił Calineczki stopy na papierze, zrobił zdjęcia z różnych perspektyw, a następnie usiadł na fotelu i zaczął pisać coś na komputerze. Gdy zapytałam, czy to koniec i mogę ubrać dziecko przyszła pielęgniarka i powiedziała, że tak, i że wyniki z antropologii i ortopedii zostaną do mnie wysłane pocztą, możemy już iść.
Eh, niby wiem, że jesteśmy kolejną osobą z kartoteki i lekarz z czasem popada w rutynę, ale mimo wszystko nie lubię takiego traktowania.
Teraz czekam na wyniki i ciekawa jestem kiedy przyjdą.
Lekarza jednak zmieniać nie chcę, ponieważ wiem, że zna się on na karłowatości i na różnego rodzaju powikłaniach jakie mogą nastąpić w tej chorobie. Każdy „nieduży” w kraju go poleca, więc chyba warto do niego chodzić.

19 thoughts on “Ortopeda i antropolog”

  1. czar-życia napisał(a):

    Trudne są te wasze wizyty, jesteście naprawdę bardzo silne, dobrze że wyniki się poprawiły :-)

  2. Sabina Trzęsiok-Pinna napisał(a):

    Tez nie przepadam za lekarzami, ktorzy nie maja podejscia do malych pacjentow, nawet jesli to wybitni specjalisci. Nie dziwie Ci sie, ze nie lubisz tego badania.

    1. Anonimowy napisał(a):

      wykorzystaj wiedze dobrego lekarza a nie patrz ze nie jest slodka ciocia przedszkolanka

    2. adm napisał(a):

      Tak też właśnie robię dlatego chodzę do tego lekarza a nie innego. ;)

  3. Ja i moje urwisy napisał(a):

    To bardzo ładnie urosła, miło by było gdyby taki przyrost nadal się trzymał… A z tymi lekarzami tak bywa niektórzy nie potrafią pracować z ludźmi…

    1. Anonimowy napisał(a):

      lekarz jest po to zeby leczyl a nie pracowal z ludzmi.Pewnie nie zagral tak jak chcialas albo osmielil sie zwrocic ci uwage.

  4. meandmyspace.pl napisał(a):

    Cali znowu bardzo dzielna, szkoda że nie każdy lekarz ma podejście do dzieci. To dobrze że rośnie, życzę wam jak najmniej takich wizyt.

  5. Mama Pietruszki napisał(a):

    Ja też strasznie nie lubię lekarzy którzy tylko klepią w trakcie wizyty w komputer i niczego pacjentom nie mówią …

    1. Anonimowy napisał(a):

      czy jestes lekarzem zeby rozmawiac jak rowny z rownym.Patrz zeby wyleczyl

  6. Tosia napisał(a):

    Dobrze, że Pani od mierzenia była taka kochana :)

  7. Marta W napisał(a):

    Masz rację- z jednej strony człowiek wie, że również lekarza może dopaść rutyna, ale… Jednak to szczególny zawód. Świetnie, że Cali urosła i że proporcje Wam się trochę wyrównały.

  8. Kusiątka napisał(a):

    My tez mamy taka Pania doktor Wojtek dopiero po 2,5 roku przestal plakac na jej widok, a Ala kontynuuje tradycje, ale lekarka jest swietnym pediatra i nigdy nas nie zawiodla wiec tez sie trzymamy.
    A za Was trzymamy kciuki :)

  9. Kropkowo :-)))) napisał(a):

    Po pierwsze cieszę się, że tak ładnie urosła i przede wszystkim wielkie gratulacje dla niej, że była taka dzielna :)) Zuch dziewczynka !!!
    Po drugie – co tam lekarz. Może ma smutne życie. Wiem, że to w ogóle nie ma znaczenia, ale nie warto na dłuższą metę się tym przejmować. Nie lubię bardzo takich lekarzy i przykro mi, że musicie się z takim stykać.
    Obie zasłużyłyście na order z ziemniaka :))

  10. Aneta Jankowska napisał(a):

    Ja również nie lubię jakichkolwiek wizyt u lekarzy … ale skoro trzeba to trzeba !
    http://swiatamelki.blogspot.com/

  11. Młoda Mama napisał(a):

    Jesteście obie bardzo dzielne,trzymam kciuki by badania były pozytywne. Lekarze mili,sympatyczni z podejściem do pacjentów są niestety tylko w serialach.
    Pozdrawiam

  12. Anonimowy napisał(a):

    Informowanie dziecka o każdym kroku, który będzie się wobec niego wykonywać, powinno być standardem wszystkich lekarzy mających kontakt z dziećmi. Oszczędziłoby to nerwów wszystkim a dzieci nie miałyby traumy na widok białego fartucha. Oby Calineczka spotykała tylko takich lekarzy na swojej drodze. Dzielna Mała!
    Ilona

    1. Anonimowy napisał(a):

      szczegolnie jak sie ma do czynienia z niemowleciem….a jak jest starsze to lekarz powinien powiedziec teraz bedzie sii a trak kuku a teraz mrau mrau.Bo z matka powinien porozmawiac po badaniu.Szukajcie dobrych lekarzy i przestancie plesc androny

    2. adm napisał(a):

      Moja droga, Ilona pisała o dziecku, nie o niemowlaku. O dziecku, które rozumie i które jest pacjentem.
      Ty nie rozmawiasz ze swoimi dziećmi i nic im nie tłumaczysz? Jeśli tak to współczuję im z całego serca. ;)
      Skoro moje dziecko idzie do lekarza to ma prawo wiedzieć co się będzie z nią działo i co będzie robiła lekarka. Dzięki temu się nie boi. To chyba logiczne. Zwłaszcza kiedy dziecko spędza większość życia u lekarzy, czy w szpitalu i drży na sam widok białego fartucha. Jakoś trzeba sprawić, żeby w końcu bać się przestało. A pomóc w tym może ludzka postawa lekarzy.
      I nieważne, czy jest dobrym specjalistą, czy nie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *