Musical Rocky – moje wrażenia

Calineczka pojechała na wakacje do babci. Mamy dwa tygodnie luzu i wolnych wieczorów. Z tego powodu wpadliśmy na pomysł, aby się trochę ukulturalnić. Jakiś czas temu w mieście zauważyłam plakaty, które reklamowały musical Rocky. Pomyślałam – dlaczego nie? To mogłoby być ciekawe.

 

„Rocky” to musical, którego pomysłodawcą był sam Sylvester Stallone. Podobnie jak w filmowej wersji, opowieść przedstawia boksera, który nazywa się Rocky Balboa. Jest to historia o dążeniu do spełnienia marzeń, o drodze na szczyt, o przeciwnościach losu, ale także o wielkiej miłości głównego bohatera z nieśmiałą Adrian.

Musical Rocky swoją światową premierę miał w niemieckim Operettenhaus. Sztuka wystawiana była także w Nowym Yorku na Broadwayu, gdzie dostała 4 nominacje do nagrody Tony. Tony Award to wyróżnienia przyznawane raz w roku w Stanach Zjednoczonych, dla najlepszych twórców i dzieł teatralnych. Musical Rocky wygrał w jednej kategorii – za najlepszą scenografię.

Po ogromnych sukcesach w USA i Niemczech, przyszedł czas na Pragę. Czeską odsłoną musicalu zajął się Christoph Drewitz, który był reżyserem wcześniejszych wersji w Hamburgu i na Brodwayu. To dodatkowo zachęciło nas do tego, by zobaczyć sztukę na żywo.

 

Nie ukrywam, że na spektakl szłam z mieszanymi uczuciami. W końcu Rocky Balboa to twardziel, który kojarzy się przede wszystkim z boksem, bijatykami, spoconym męskim ciałem i rozlewem krwi, a także z walką do utraty tchu. Daleko mu do śpiewania ckliwych piosenek o miłości, do romantyzmu wiążącego się poniekąd z takim gatunkiem jak musical, czy do ruszania się w rytm muzyki. Dlatego bałam się, jak Rocky wpisze się w tą koncepcję.

Niesłusznie! Wprawdzie pierwsze 10 minut minęło mi na lekkim ironicznym uśmieszku i próbie wpasowania się w ten klimat. Jednak kiedy już mi się to udało, byłam oczarowana. Czym? Przede wszystkim scenografią. Miejsca, czy widoki zmieniały się co chwilę. Scenerie były dobrze odwzorowane i wyglądały jak żywcem wyjęte z oryginalnego dzieła filmowego. Na scenie zmieniały się obiekty, pomieszczenia, miejsca… Do tego dodane były różnego rodzaju efekty świetlne i filmowe – to wszystko składało się na miły dla oka obraz.

Pochwalić muszę też grę aktorską – szczególnie głównych bohaterów. Dialogi i piosenki były dobrze dopasowane – czasem ckliwie i milutko, potem zaś nieco ostrzej, momentami z humorem, gdzie cała sala wybuchała śmiechem. Mogliśmy usłyszeć największe filmowe hity, jak na przykład „Eye of the tiger”, czy „Fight from the Heart”, w nowych aranżacjach.

To wszystko sprawiło, że cały spektakl oglądałam z wypiekami na twarzy i nie wiem nawet jak minęły te prawie 3 godziny. Dodam też, że na ostatniej finałowej scenie, czyli walki Rockiego z Apollo Creedem, widzowie z pierwszych rzędów (mieliśmy to szczęście), zostali przez obsługę teatru zaprowadzeni na scenę, gdzie zasiedliśmy na ogromnych trybunach bokserskich. Staliśmy się publicznością, kibicującą w walce o tytuł mistrza świata w boksie. Byliśmy poniekąd częścią sztuki, aktorami przedstawienia. To tworzyło niesamowity klimat i przysporzyło nam wiele frajdy. Twórcy zadbali nawet o najmniejsze szczegóły i zostaliśmy obdarowani czymś w rodzaju biletu wstępu na walkę finałową.

 

Gdybyście kiedykolwiek mieli okazję wybrać się na Musical Rocky, serdecznie Wam go polecam. Na pewno nie będziecie żałować. A czytałam, że są plany, by w niedalekiej przyszłości sztuka pojawiła się także w Polsce.

 

Tutaj możecie zobaczyć jak Musical Rocky wyglądał w Nowym Yorku: KLIK

 

I kilka zdjęć, choć na fotografowanie nie było czasu:

Musical Rocky

 

9 thoughts on “Musical Rocky – moje wrażenia”

  1. Agnieszka napisał(a):

    Jaki fajny pomysł. Sama bym się z chęcią wybrała.

  2. sabina napisał(a):

    Mnie się bardzo podobała pierwsza część Rocky’ego i musical też chętnie bym obejrzała, choć nie jestem wielką fanką tego gatunku. Jednak Rocky w takiej wersji to musi być odjazdowa sprawa :). A Twoja recenzja tym bardziej zachęca do obejrzenia. Uściski dla Calineczki :).

  3. Beata napisał(a):

    Osobiście nie lubię musicali, ale ten chyba taki nietypowy. Zdjęcia są zachęcające, może bym się skusiła :)

  4. Śnieżynka napisał(a):

    Fanką bijatyk na filmach nie jestem, ale „Rocky’ego” oglądałam. Pomysł na zrobienie z tego musicalu jest tak nieprawdopodobny, że aż naprawdę pociągający i sama bym chętnie poszła! :)Tym bardziej, że musicale bardzo lubię :)

  5. Justyna napisał(a):

    Jestem fanką Rocky’ego, więc bardzo chętnie zobaczyłabym ten musical! ;) Wygląda bajecznie!

  6. Bielecki.es napisał(a):

    Byłem na kilku spektaklach w Teatrze Roma i musicale zdecydowanie bardziej preferuję niż tradycyjne spektakle. A już Deszczowa piosenka to już w ogóle genialny dla mnie spektakl. ;)

  7. Sylwia K-a napisał(a):

    musicali nie znoszę, a do Rocky’ego też miłością nie pałam :P
    Choć zachęcasz strasznie i ciekawi mnie trochę, to nie wiem czy bym się zdecydowała pójść :)

  8. Jestem wielką fanką musicali. Sama chciałabym kiedyś brać udział w czymś takim. ( ale to takie małe marzenie )
    Buzaiki

  9. Carolin - MultiLady napisał(a):

    Faktycznie spektakl godny polecenia.
    A gdyby babcia Cali się nudziła, to ja polecam moje Trojaczki. Też chciałabym kilka wolnych wieczorów ;-)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *