Miś w drodze

Wyobraźcie sobie misia, który ogląda zachód słońca pod Paryżem. Misia, któremu w pupę wwiercają się ziarenka piasku z nadatlantyckiej plaży. Misia, który ogląda nocną panoramę Budapesztu. 17 000 kilometrów. To przebyta trasa misia, sporego chłopaka, który długo nie chciał nigdzie zagrzać miejsca, bo kusiły go przygody, życie w drodze i beztroska.

A teraz wyobraźcie sobie, że ten miś, wysoki jak dorosły człowiek, siedzi sobie pogodnie koło naszej świątecznej choinki. Nie wiadomo, skąd się wziął. Siadł w Wigilię i już został.

Mój ojciec jest kierowcą zawodowym. Wiecie, znika na całe tygodnie. Zawsze tak było. Praca jak praca, nigdy nie podejrzewałam tego rodzaju zawodu o magię i romantyzm.
W połowie ubiegłego roku na parkingu we Francji poznał innego kierowcę, Adama. Rozmawiali cały weekend. W ten sposób mój ojciec poznał historię misia. A Adam i miś poznali historię Calineczki.

Adam kupił misia i posadził obok siebie w busie. Kiedy dokądś dotarli, obaj wychodzili z auta a Adam robił misiowi zdjęcie. Pomyślał, że taki miś-globtroter, miś-wojażer to nie byle kto i że chętnie odda go na jakiś cel… Mój ojciec, nasz menadżer po świecie, przekazał mu adres Calineczkowego bloga. Ja nie miałam pojęcia o istnieniu Adama-kierowcy z misiem. Świat jest jednak mały i los chciał, że tydzień przed świętami dwaj zawodowi kierowcy, Adam i mój ojciec Darek, spotkali się znów gdzieś tam, na jakimś kolejnym parkingu. Okazało się, że Adam nas już znał, że czytał, że polubił. I że zdecydował, że miś zakończy swoją roczną tułaczkę po europejskich autostradach i zagrzeje miejsce w nowym domu. U nas.

Dlatego czekał obok choinki na Calineczkę. Prezent życia. Dar serca. Nie pieniądze zamienione w kolejne pudło zabawek. Nie kolejna martwa lalka, nawet najpiękniejsza. Ten miś to prezent, który obrastać będzie legendą. Z roku na rok coraz bardziej doceniany przez coraz starszą Cali. Prezent na zawsze. Prezent, który może zechce przekazać swoim dzieciom i wnukom.

Cali śpi na misiu, który jest większy od jej łóżka.

A Adam? Czy zostanie sam? Nie wiem, może kupi nowego misia i za rok zrobi prezent kolejnemu człowieczkowi? A może ma zupełnie inne plany? Obejrzałam galerię zdjęć na jego fanpage’u i jestem bogatsza. Nie tylko o historię życia naszego nowego współlokatora. Dzięki „Kilometry same się nie zrobią” zrozumiałam też lepiej pracę mojego ojca i innych zawodowych kierowców. Że życie w drodze to nie bezmyślna podróż od – do, ciężkie przeładunki, weekendy na parkingach, życie z dala od rodziny, niewygody, publiczne prysznice… Że życie w drodze to również zachody i wschody słońca, wyludnione plaże, nocne panoramy miast, bezkresne pola, niekończące się lasy. Że świat jest na prawo, na lewo i w górze. I że w samotności można lepiej zrozumieć siebie, że nie trzeba niczego udawać, że szczerość jest oczywistością. I że można zdobyć się na piękny gest.
Dziękuję.

 

dee dfdfv edee ss unnamed

gfg 15622050_665090066996747_764537722585195417_n 15774628_668900579949029_5994634065080697964_o

IMG_2336 IMG_2340 IMG_2341 IMG_2342 IMG_2343 IMG_2346

17 thoughts on “Miś w drodze”

  1. Małgosia napisał(a):

    Piękna historia, a własciwie kilka historii w jednym… Dzięki Calineczce, Brajankowi, Adamowi i całej reszcie, która zostawia to co kocha i gna po świecie….czapki z głów dla bohaterów tych historii, dużych i malutkich. 😊Pozdrawiam, mama Adama. ❤❤❤

  2. Ania C-M napisał(a):

    Czesc Kochana, dawno mnie tu nie bylo. Zrezygnowalam z fb i prowadzenia fp :MamAneK: ale mam nadzieje ze jeszcze troszke mnie pamietacie… Czytam sobie bloga i tak az sie dzis poplakalam. Pozdraiwam Was serdecznie i wiedzcie ze mysle o Was :***

  3. Dagmara napisał(a):

    Ależ fantastyczna historia! I kapitalny miś! A Cali z nim wygląda obłędnie!

  4. Leptir napisał(a):

    piękny dar serca, wzruszyłam się…. niech przyniesie Cali duuużo szczęścia

  5. Ilona napisał(a):

    Miś jest mega! Dużo wdzięku! Cudny prezent i wspaniały gest pana Adama.

  6. ania napisał(a):

    Super miś i historia też wspaniała. Tata Amelki też właśnie jeździ po świecie i nie ma zawsze jego w domu. Pozdrawiam serdecznie

  7. Carolin - MultiLady napisał(a):

    I ja jestem pod wrażeniem. I ja się wzruszyłam.
    Wspaniale, że jeszcze są tacy ludzie, że świat to jednak nie jedna wielka komercja, że nadal pielęgnuje się wartości, fantazję, innowację, kreację.

    Angie, będę Ci wdzięczna jeśli prześlesz poniższe linijki Panu Adamowi :-)

    Panie Adamie
    Dzień dobry i dziękuję.
    Ma Pan wielkie serce. Chylę czoła.
    Jeśli będie Pan w pobliżu (Angie powie, gdzie) serdecznie zapraszam do nas na chwilę.
    A jak się nie da, to i na parking chętnie podjadę.
    Szerokiej drogi i przejezdnej, pozdrawiam,
    Carolin

  8. meandmyspace.pl napisał(a):

    Wspaniały ten Miś, mój Piotr dostał na roczek podobnego teraz cała trójka się do niego tuli.

  9. Grucha (windy-do-domu) napisał(a):

    Również i mnie wzruszyłą ta historia (historie) wspaniale się to czyta, naprawdę:D

  10. Tigi napisał(a):

    ależ historia! a najlepsze, że historia Misia dopiero się zaczyna – tyle już przeżył, a jeszcze więcej przed nim!:-) pięknie! wrzucaj czasem zdjęcia, cobyśmy wiedzieli, co z Misiem:-)

  11. Aga w Świecie napisał(a):

    Niesamowity pomysł i gest. Dzięki temu, Twoja córka będzie miała niepowtarzalną pamiątkę na całe życie. A może sama zainspiruje się tymi wyruszy w podróż śladami misia :-)?

  12. My Home Rules napisał(a):

    Piękny gest i piękna historia.

  13. Marysia napisał(a):

    Cudowna historia :) Pieknie napisane, a szczęscie w oczach dziecka bezcenne :)

  14. Pokularna napisał(a):

    Misiu jest genialny!
    Bliska mi osoba również była zawodowym kierowcą – ciężki kawałek chleba.
    A podarek- najlepszy <3

  15. Bernardeta napisał(a):

    Ta historia to wzruszenie i piękno miłości ujęte w tak wspaniały sposób.

  16. Świetny,świetny pomysł:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *