Krew pępowinowa

Gabinet
ginekologiczny. Ostatnia ciążowa wizyta kontrolna. Agnieszka, lekarz.
-Wybrała pani już szpital, dobrze. Chciałbym jeszcze zapytać
o jedną rzecz – czy Będzie pani oddawać krew pępowinową?
– Nie myślałam o tym jeszcze wcale, panie doktorze. Ale raczej
nie. Nie znam się na tych bankach krwi, poza tym to kosztuje.
– Dam Pani foldery tych banków, to się pani zapozna.
Oczywiście polecam, krew pępowinowa to fantastyczny materiał „naprawczy”. Jest
jeszcze jedna możliwość. Mogłaby Pani oddać krew nie dla siebie, ale do banku
społecznego. W razie zgodności posłuży komuś, kto będzie akurat potrzebował. Za
to oczywiście pani nie będzie płacić bankowi. W ten sposób krew się nie
zmarnuje a może komuś bardzo pomóc.
– No nie wiem… Czy to boli? Czy przedłuży poród? Bo wie pan,
nie chciałabym się dodatkowo męczyć, i tak się bardzo boję.
– To zupełnie bezbolesne, trwa tylko chwilkę. Nie zagraża ani
pani, ani dziecku.
– Dobrze, a na jakie to jest choroby?
– O, na te najgorsze. Nowotwory złośliwe: białaczki, chłoniaki,
na wrodzony brak odporności, złośliwe anemie, osteoporozę, niektóre wady serca
i udary mózgu – prawie na 70 chorób! To materiał pewniejszy niż jakiekolwiek
inne, bo nie zostaje odrzucony po przeszczepie.
– Ojej, dał mi pan do myślenia. Chętnie oddałabym krew w
czynie społecznym, ale wtedy do końca życia mogłabym żałować, że nie zostawiłam
jej dla własnego dziecka.
– To zawsze jest problem decyzyjny, ale najważniejsze, żeby
ta krew się nie zmarnowała. Dlatego panią namawiam.
Porodówka. Renata,
lekarz.
– O, widzę, że zaraz urodzimy. Zaraz pielęgniarka wszystko z
panią omówi. Aha, byłbym zapomniał. Czy zgodzi się pani na pobranie podczas
porodu krwi pępowinowej?
– Co? Co to znaczy? Co się dzieje?
– Proszę się nie martwić. Widzę, że lekarz prowadzący z
panią nie rozmawiał na ten temat. Pytam o krew pępowinową. To źródło komórek
macierzystych, za pomocą których można potem leczyć kilkadziesiąt chorób
dziecka, przez całe jego życie. W tym te najgorsze, jak białaczkę, chłoniaka,
złośliwą anemię. Pobranie krwi nie boli, jest absolutnie bezpieczne i trwa
chwilkę, oczywiście już po urodzeniu dziecka. Krew przechowują specjalne
komercyjne banki, ale może Pani też oddać krew społecznie, na potrzeby innych.
Wówczas nie ponosi Pani opłat.
– Aha… Panie doktorze, trochę mam mało czasu na myślenie o
tym, jeszcze w takiej chwili. Ile to kosztuje, to przechowywanie?
– Około 400 złotych rocznie plus 2 tysiące z pobranie. Ale
wie pani, jak to jest. W prywatnych bankach przechowują tylko zamożni rodzice a
tylko malutki odsetek spośród liczby ich dzieci zachoruje. I tak ta krew sobie
tak leży w tych bankach zbędnie, niewykorzystana. Tymczasem w Polsce umiera na
białaczkę z powodu braku dawcy 250 dzieci. Dlatego ja wszystkie mamy zachęcam
do społecznego oddawania. Wtedy wiem, że ta krew się komuś na coś przyda. Jakby
Polska miała potężną bazę próbek krwi macierzystej, to starczyłoby dla każdego
chorego dziecka, niezależnie od tego, czy jego rodzice zapłacili czy nie.
– Panie doktorze, ma pan dar przekonywania. Gdzie mam
podpisać?
Drogie mamy. Z którą z Was rozmawiał o krwi pępowinowej
lekarz ginekolog prowadzący ciążę? Z którą z Was rozmawiał o tym lekarz
przyjmujący poród? Odpowiem za Was –  z
żadną.
Ze mną też nikt nie rozmawiał. Z żadną z moich koleżanek też
nie. A wszystkie chciałybyśmy, żeby ktoś nam o tym powiedział. Wyjaśnił.
Przypomniał. Polecił. Niby coś tam człowiek słyszał, coś mu świta… ale to za
mało. W naszej rzeczywistości takie dialogi, jak umieszczone powyżej, nie
zdarzają się. Musiałam sobie je wymyślić.
Wiecie, że Calineczka żyje dzięki krwi pępowinowej? Mało
tego – pobiła pozytywny rekord czasu oczekiwania na dawcę – czekała tylko
tydzień. Żyje. Żyje dzięki temu, że jakaś droga memu sercu mamusia oddała przy
porodzie krew pępowinową. W Niemczech. Jesteśmy beneficjentami tego, że czeski
bank krwi jest dopisany do światowej bazy. Widziałam tę mamusię w telewizji,
kiedy przeprowadzano z nią wywiad. Bo o calineczkowym przeszczepie zrobiło się
głośno w mediach. Ta mamusia wie, że było warto. Pewnie się domyśla, jak bardzo
jesteśmy jej wdzięczni, mimo że nigdy nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa.
Polski bank krwi nie należy do światowej bazy. NFZ rzekomo
nie ma pieniędzy na pobieranie i przechowywanie próbek. Fundusz finansuje tylko
kilkadziesiąt pobrań rocznie a cała baza liczy śmiesznych 300-500 próbek.
Zasoby świata? 200 tysięcy próbek.
Co jest tańsze? Trzy serie chemioterapii czy utrzymywanie
bazy, z której od razu można wyciągnąć życie choremu dziecku? Może o to właśnie
chodzi – o utrzymywanie ludzi w stanie braku świadomości? Daleka jestem od wiary
w spiski, ale na leczeniu się zarabia, czyż nie? Ktoś tę chemię wyprodukował,
opatentował. A komórki macierzyste produkują się same, bez badań koncernów.
Co czuje rodzic, czekający z nadzieją rok czy dwa na dawcę
dla dziecka? Co czuje wtedy blade, łyse, słabe, przestraszone, samotne w
szpitalu dziecko – pacjent? Co czuje rodzic, gdy jest za późno?
Ogarnia mnie wściekłość, kiedy pomyślę sobie, ile tego złota
spuszczono w kiblu.
Teraz już wiem, że z powodu błędu genetycznego moja krew się
nie nadaje do oddania. Ale Wasza tak.

36 thoughts on “Krew pępowinowa”

  1. Rivulet napisał(a):

    O kurcze :/ Trzeci poród i też nikt się o to nie pytał, poszło…
    Coś mi się obiło o uszy w tej kwestii ale dopiero po przeczytaniu tego posta sobie uświadomiłam, że ta krew faktycznie jest przydatna…

  2. Paulina Filiks napisał(a):

    Czytałam o tym, ale żaden szpital w moim rejonie nie wykonuje czegoś takiego. Niestety.

  3. Świat Sikuni napisał(a):

    My mamy pobraną krew pępowinową starszej córki. Mimo, że jest to wydatek i wielu ludzi uważa, że to zbędny, bo nie wierzą w pomyślność medycyny w tej kwestii, to jednak zdecydowaliśmy się. A Twój wpis mnie w tym utwierdził :)

  4. burzynka patyczak napisał(a):

    Idealnie byłoby, gdyby państwa inwestowały w banki krwi. Ale póki tego nie robią, lekarze nie będą zadawać tych pytań, bo i po co… Rzeczywiście, szlag może człowieka trafić…

  5. samotna_droga napisał(a):

    nhikt mi takich rzeczy nie mówił, chociaż sama dowiadywałam się w ciązy o banku komórek macierzystych i niestety nie było mnie stać na to, ale chętnie oddałabym krew do banku społecznego gdyby wiedziała, że jest taka możliwość…niestety nie ma takiej w Polsce. Mamuśki skrzyknijmy się razem i zóbmy szum wokół tego, napiszmy do Ministra Zdrowia, Premiera itd. Znajdźmy sojuszników wśród fundacji, hospicjów itd. Zróbmy coś razem…co o tym sądzisz Mamo Calineczki ?

    1. adm napisał(a):

      Ja jestem jak najbardziej za! Ale czy to coś da? :(

    2. samotna_droga napisał(a):

      Zobacz ile osób tutaj się wypowiada pozytywnie, każda w swoim środowisku rzuci hasło i coś trzeba zrobić. Jeśli to nic nie da to przynajmniej… ktoś usłyszy o tej sprawie i może to będzie taki malutki początek ku zmianom.

  6. aniiah napisał(a):

    No widzisz, niby w Czechach się to robi, a mi przy żadnym dziecku nikt o tym nie wspomniał :( a chętnie bym to takiego 'społecznego' banku krew oddała

  7. Anonimowy napisał(a):

    Z nami:) Moja Pani ginekolog ze mną rozmawiała dlatego od maja 2011 jesteśmy posiadaczami 2 pojemników z krwią pępowinową , które przechowywane są w PBKP w Warszawie :):) Uważam że to świetna sprawa:) a moja lekarka to świetna kobieta.

  8. Matka Kubiczkowa napisał(a):

    Jestem w szoku, że krew można oddać społecznie i nie trzeba za to płacić!!!
    W ciąży zetknęłam się z ulotkami banku krwi pępowinowej. Piękne znane aktorki rzucały się na tych ulotkach od razu i ich słowa, że one prawdziwie kochają dzieci.
    Ja też kocham prawdziwie, ale cena jest nie do przeskoczenia. Tylko dlaczego nie mówią, że społecznie za darmo.
    Wiem na pewno, że na chorobach się zarabia. Jakby chcieli leczyć na świecie chodzilibyśmy zdrowi. Nie mają sumienia dla najmniejszych, bo ich sprawa nie dotyczy! Jak ich dzieci chorują to skuteczne leczenie mają od razu, bo się wzbogacają na tych, którym mówią, że leczenie trwa.

  9. Marta W napisał(a):

    No to mnie teraz też ogarnęła wściekłość i … wzruszenie. Bo Wam się udało, bo Cali żyje!
    Moja lekarka słowem nie wspomniała, choć ja oczywiście wiedziałam, że można pobierać krew pępowinową. No ale cena. Niestety, nie było nas stać. Szkoda tylko, że nikt nie wspomina, że można oddać ją też społecznie. Polska zawsze będzie w tyle, w tym kraju naprawdę chyba wszyscy są zacofani :(

  10. Seuleriel napisał(a):

    Skoro jest taka szansa, taki fenomenalny, niewymagający ratunek dla życia, dlaczego się o tym nie mówi? Nikt mi nigdy nie powiedział, że mogę oddać krew społecznie nie ponosząc kosztów. Nie zastanawiałabym się.

  11. Seuleriel napisał(a):

    Jeszcze zapytam, czy na pewno w każdym szpitalu istnieje taka możliwosć pobrania tej krwi bez kosztów? Może jest tak, że tylko w niektórych jest finansowane to pobieranie?

  12. Ja i moje urwisy napisał(a):

    U mnie przy trzecim wspomniano ale tylko o prywatnych i to za spore pieniądze…

  13. Majerankowo.pl napisał(a):

    Ze mną nikt nie rozmawiał. Sama wyczytałam tylKo niestety nie było nas na to stać… :-(

  14. Marta Kur napisał(a):

    Ze mną nikt nie rozmawiał ale i tak niebyło mie stac na to

  15. Agnieszka St napisał(a):

    Ze mną również nikt nie rozmawiał, sama się dowiedziałam o możliwości pobrania tej krwi, ale cena niestety odrzucała. Jednak społecznie oddałabym bez wahania, gdyby tylko to było możliwe

  16. mnie również nikt nie doinformował, ale to Polska:(

  17. Ociec napisał(a):

    Gdzieś czytalem, że w istocie tylko takie banki społeczne, na kształt banków krwi czy szpiku, mają sens.
    "Własna" krew.pojawia się odpukać nowotwór czy coś – znaczy, własne geny są obciążone mocno, jest duże ryzyko, nie leczy się materiałem wadliwym.
    Myślę, że z czasem sprawa się upowszechniać, jak "zwykłe"krwiodawstwo

    1. adm napisał(a):

      Dokładnie tak było z nami. Cali już urodziła się chora z wrodzoną chorobą – dlatego nasza krew pępowinowa była "wadliwa" z błędem genetycznym i pewnie gdybyśmy ją pobrali wcale by Calineczce nie pomogła. Ale na szczęście w banku znalazła się krew pępowinowa z podobnym kodem DNA do naszego, dzięki czemu przeszczep Calineczki się udał.

      Obyś miał rację z tym upowszechnieniem.

  18. kropka306 napisał(a):

    Wow! Nie miałam pojęcia, że można oddać krew pępowinową społecznie! Muszę sprawdzić, czy w Anglii jest taka możliwość, jeśli tak, nie ma się nad czym zastanawiać. Dzięki! :))

    1. adm napisał(a):

      W Anglii na pewno jest taka możliwość. Przynajmniej jak leżałam z Cali w szpitalu to mówili mi, że w Anglii jest największy bank w Europie krwi pępowinowej. ;)

    2. kropka306 napisał(a):

      Super! Przy pierwszym nie wiedzieliśmy, ale przy drugim na pewno skorzystamy :))

  19. Matka Polki napisał(a):

    Bardzo dobrze, że o tym piszesz. Mi nic nie powiedziano, obiło mi się tylko o uszy, że to strasznie drogie.

  20. Wiola Ch. napisał(a):

    Bardzo fajna sprawa. Zapytam się kiedyś swojego ginekologa o to. Na pewno ta krewa pępowinowa się komuś przyda i uratuje dziecko.

  21. Monika KB napisał(a):

    Niedawno się dowiedziałam, że dziecko znajomej ma chorobę genetyczną, którą wykryto całkiem niedawno. Chłopiec ma aktualnie 6 lat. Nie ma na to lekarstwa, metody leczenia jest tylko ratowanie życia jeśli dojdzie do najgorszego. Ale znaleźli informację, że gdzieś na świecie trwają badania, żeby z krwi pępowinowej, coś tam uzyskać i leczyć takie dzieci. To nic pewnego, ale jest nadzieja, że za ileś lat znajdą sposób na pokonanie choroby. No, ale musi być krew pępowinowa. Oni na szczęście ją mają. Po takim czymś nachodzi mnie myśl, że szkoda, że my o tym nie pomyśleliśmy.

  22. Żaneta Rakowiec napisał(a):

    Zadziwia mnie logika rządząca naszą służbą zdrowia. Ostatnio zapłaciłam 1300 złotych za badanie krwi. To oszczędziło mojemu dziecku 3-4 pięciodniowych wizyt w szpitalu. Badanie jest oczywiście nierefundowane. Gdyby nie było mnie na nie stać NFZ zapłaciłby kilka tysięcy. A wystarczyło by odrobinę elastyczności. Fakt, że Polska nie należy do światowej bazy to wstyd i marnotrawstwo. I niegospodarność. Może by jakąś akcję społecznego sprzeciwy zorganizować?

  23. Martuś Arcydziełko napisał(a):

    Bardzo dobrze że ten temat poruszyłaś i od bardzo dobrej strony do niego podeszłaś. W Polsce zaplecze dla kobiet w ciąży i rodzących jest tak mizerne…a lekarze tak kiepscy (nie licząc wyjątków jednak to nie wyjątki powinny stanowić o świadomości rodzica i bezpieczeństwu dziecka…) Wszystko kosztuje … od lepszej sali, znieczulenia, po prywatne wizyty podczas których jest szansa że lekarz skupi się na pacjencie i problemie…strach się bać co będzie gdy coś się wydarzy i zdrowie naprawdę odmówi posłuszeństwa…Dobrze że szczęśliwie trafiliście i Calineczka może cieszyć się życiem (a Wy wraz z Nią:) Bo przecież piękne jest…tylko ludzie sami sobie je utrudniają…Pozdrawiam:)

  24. Agnieszka G. napisał(a):

    Ze mną nikt nie rozmawiał… Ale wiem, że i tak nie miałabym kasy na taką inwestycję :(

  25. Aneta Flow napisał(a):

    Jeżeli dane mi będzie mieć jeszcze jedno dziecko również oddam krew charytatywnie. Spotkałam się z panią z banku w szkole rodzenia i wydawało mi się wszystko pięknie, nic tylko deponować. Zgodziłam się , podpisałam umowę, zapłaciłam ciężką kasę (600zł pobranie, 2000 na późniejsze procedury). W czasie porodu krew pobrano, odwieziono, przyszły wyniki: krew zanieczyszczona jakaś bakteria skórną. 2000zł mi zwrócono, 600zł poszło się… Przemiła pani z banku ani słowem się nie zająknęła jaką mamy szansę na to, by krew się nadawała do przeszczepu, a procent czystych pobrań wcale nie jest oszałamiający. Totalnie straciłam zaufanie do komercyjnych placówek i w życiu nie zapłacę za to już ani grosza. Ale do ogólnego banku – jak najbardziej :)

  26. Anonimowy napisał(a):

    Nóż się w kieszeni otwiera…
    Gdybym wiedziała, że można oddać krew do banku społecznego… ech. Oczywiście żaden lekarz nie wspominał o czymś takim – w szpitalach były jedynie porozkładane ulotki z komercyjnych banków krwi. Nie skorzystaliśmy… Przedwczesny poród, komplikacje, nie było czasu na myślenie o tym :( A NFZ… szkoda słów.
    Pozdrawia mama bliźniaczek.

  27. HeniaP napisał(a):

    Mnie też nikt o tym nie informował, a to taki cenny dar. który można oddać najbardziej niewinnym istotkom by mogły żyć…

  28. malamoda napisał(a):

    Nie miałam pojęcia, że można oddać krew do banku społecznego. Nikt o tym nie informuje. Wszędzie tylko ulotki o bankach komercyjnych.

  29. AniaJ napisał(a):

    Pierwszy raz słyszę, że można społecznie oddać krew pępowinową. Jak sama czegoś nie doczytasz, nie będziesz wiedzieć. Cały czas się zastanawiam nad zgłoszeniem do DKMS, ale boję się, że kiedy zajdzie potrzeba oddania szpiku z kości biodrowej, nie będę mogła tego zrobić. Boję się, że coś pójdzie nie tak, a poza tym, serce mi pęka na myśl, że miałabym zostawić Agnieszkę na kilka dni…
    Pozdrawiam!!

  30. Ela Bednarek napisał(a):

    Wspaniale, że była taka możliwość i Cali nie musiała czekać…! Ja się o społecznym oddaniu dowiedziałam niedawno na jakiś kursach "promocyjnych" dla rodziców. I bardo się zastanawiam co zrobić, bo jak wiesz spodziewamy się dziecia. A od żadnego ginekologa ani położnej nie słyszałam o tym. Gdzieś kiedyś jakąś ulotkę dostałam, ale jak zobaczyłam koszty to mnie poraziło… Czy dla siebie czy społecznie uważam, że warto… Uściski dla Cali :*

  31. Anonimowy napisał(a):

    Idea jest bardzo słuszna, ale ja wiem, jak kiepsko to wygląda w praktyce – ktoś z mojej rodziny pracował w takim bardzo zresztą znanym banku krwi pępowinowej. W praktyce to porażka. Dlaczego? Bo:
    – pielęgniarki olewają (za mało kasy za to dostają?), a pobrać trzeba sprawnie, w określonej chwili i fachowo – no i niestety, często się nie udaje, i krew się marnuje :(
    – ludzie pracujący w firmach zajmujących się tym są po prostu kretynami – zawalają terminy – krew musi być przewieziona w określonym czasie i przebadana też, a z tym często jest krucho, więc zaledwie ułamek sie do czegokolwiek nadaje
    – normy powiedzmy NFZ-owskie (ministerialne), jakie powinna spełniać krew pępowinowa, by się do czegoś nadawała, sa znacznie wyższe niż te prywatnych firm (naprawdę ułamek tej krwi może być oddawany do ogólnodostępnego banku).
    Smutne to bardzo, ale prawdziwe. Lekkomyślność i niechlujstwo ludzi z tej branży powala :(
    Kasia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *