In vitro – teorie wyssane z palca…

Poruszyłam ostatnio na blogu temat in vitro, choć długo biłam się z myślami, czy to dobry pomysł… Widząc jednak niewiedzę niektórych osób pod poprzednimi wpisami związanymi z ivf widzę, że dobrze zrobiłam, bo być może niektórzy dowiedzą się jak to naprawdę wygląda… Poznają dogłębniej temat nim zaczną krytykować, nie znając tak naprawdę solidnych źródeł i informacji na ten temat…

Często krytykując in vitro ludzie posiadają tezy wyssane z palca, zasłyszane od sąsiadki podczas powieszania prania, lub przeczytane w chrześcijańskich publikacjach… Choć dziwię się ów publikacjom – przecież według chrześcijańskiego Boga kłamstwo to grzech, dlaczego więc autorzy różnych artykułów związanych z ivf kłamią swoim wiernym prosto w oczy, rozpowszechniając  nieprawdę na temat tego sposobu leczenia…? Czy to jest chrześcijańskie zachowanie, zgodne z wiarą w Waszego Boga?

Niestety potem jednostki zapatrzone w księży i kościół katolicki ślepo wierzą w „nauki”, które są tam głoszone i rozprzestrzeniają kłamstwa dalej w świat… Bo Bóg tak chce, z pewnością.

 

Z tych właśnie śmiesznych katolickich pisemek i książeczek dowiedziałam się ostatnio, że podczas in vitro kobiecie podaje się 10 zarodków… Potem, gdy one się przyjmują już w macicy zostawia się tylko jedno, a resztę uśmierca się zastrzykiem w serduszko… Toż to zabójstwo! Myślałam przy okazji, że reszta tezy będzie równie brutalna i te zabite dzieci wyciąga się z macicy pęsetą, wyrywając im kończyny kawałek po kawałku… Albo czeka się aż małe trupki rozłożą się w brzuchu mamy i będą tam pływać razem z tym jednym, jedynym ocalałym… Ale zawiodłam się… Te zabite dzieci po prostu się wchłaniają. Same. Zostaje tylko jeden… No tak – to logiczne, kto przy zdrowych zmysłach chciałby 10 dzieci, całą resztę trzeba uśmiercić. Ehh… :)

Nie muszę chyba pisać, że powyższa teza jest wyssana z palca? To jawne kłamstwo i oszczerstwo… Przy in vitro transferuje się do macicy 1 zarodek… Słownie JEDEN. Czasami, by zwiększyć szanse na potomstwo o kobieta w razie powodzenia całego leczenia jest pewna, że chce wychowywać bliźnięta, lekarz zgadza się na dwa zarodki… Ale na pewno jeśli dwa się przyjmą, to jednego z nich się nie zabija, o nie! Rodzi się wtedy dwójka dzieci. Po prostu… Jednak metoda transferowania dwóch zarodków często jest przez różne kliniki odrzucana, bo ciążę mnogą po prostu trudniej utrzymać, co powoduje dodatkowe ryzyko, że cała procedura się nie powiedzie.

Stwierdzenie o wszczepianiu 10 zarodków, dlatego, że nie opłaca się transferować jednego, bo to zbyt drogi zabieg, to po prostu gówno prawda! Byłoby mi wstyd coś takiego pisać, serio.

Więcej na ten temat możecie przeczytać w komentarzach pod wpisem Dlaczego zdecydowałam się na in vitro

 

Myślę, że to nie jedyna teoria szerzona przez przeciwników in vitro. Z pewnością jest ich więcej. Ja usłyszałam akurat taką.

 

Ludzie – proszę… Nim zaczniecie puszczać w eter najróżniejsze historie powiązane z in vitro, czy też na jakikolwiek inny temat… Sprawdźcie najpierw naukowe i SOLIDNE źródła mówiące o tym… Nawet nie wiecie jak takie nieprawdziwe teorie mogą ranić…

Ah i jeszcze jedno – nie namawiam nikogo do tego, by popierał in vitro. To indywidualna sprawa każdego człowieka… Jednak jeśli już ktoś jest przeciwny, to fajnie, żeby podawał PRAWDZIWE argumenty, a nie te wyssane z palca.

 

Na koniec dodam jeszcze, że nie mam nic do katolików, czy chrześcijan – każdy wierzy w co i kogo chce… Jednak wkurza mnie ta kłamliwa propaganda szerzona przez kler i innych zrzeszonych…

Tyle w temacie ode mnie.

 

 

P.S. Temat in vitro będzie tu jeszcze poruszany nie raz. Z pewnością opiszę Wam jak wyglądała cała procedura i jak się do niej przygotowywałam… Zobaczycie wtedy, że żadnych zastrzyków w serduszka moje nienarodzone dzieci nie dostały. :)

 

 

36 thoughts on “In vitro – teorie wyssane z palca…”

  1. mamahania napisał(a):

    Bardzo popieram wszystko co napisalas. Jestem osoba wierzaca a ta klamliwa strona kosciola denerwuje mnie tak samo jak Ciebie. Sciskam mocno! <3

    Ps. Nie przejmuj sie tymi co pisza o zastrzykach w serduszko. Szkoda Twojej pozytywnej energii na to a tacy glupio madrzy zawsze sie znajda…

  2. Joanna napisał(a):

    Miałam to szczęście, że nie musiałam wspomagać się tym „grzesznym” procederem, ale uważam, że w jakimś celu NAUKA idzie do przodu i trzeba korzystać z jej osiągnięć. Sama jeżeli musiałabym skorzystałabym z IN-VITRO bez zastanowienia.
    POPIERAM W 100%!!!!!!!!!
    Polecam wszystkim wstrzemięźliwość w ocenianiu innych. Najpierw trzeba spojrzeć na siebie… Do wspaniałych katolików / chrześcijan: „… kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamień…” Pamiętajcie o tej przypowieści

  3. Iza napisał(a):

    Andżelika, pewnie wiesz od swojej mamy lub babci Tereni – że jestem po drugiej stymulacji i po drugim transwerze (za pierwszym razem był tylko jeden zarodek, który niestety się nie „przyjął „). Okazało się, że wszystko się mega dobrze ułożyło – i jestem w 9 tyg ciąży!!!! Walczyłam o to dziecko przez 6 lat! I dopiero dzięki In Vitro- jestem chyba najszczesliwsza kobietą na świecie!!! Przeczytałam komentarze Pani Ali, i zastanawia mnie jedno – jak tak inteligentna kobieta, jednocześnie może być tak tempą???! Andżelika, nie poddawaj się i nie zalamuj… Z resztą, wiem że jesteś meeega silna i dasz radę… Mam nadzieję że 02.07 przyjedziesz na rodzinny „zlot ” – bo chyba będziemy miały dużo tematów do obgadania:) Pozdrawiam serdecznie. Iza O.

  4. Megi napisał(a):

    Jestem wierząca, ale jestem za in vitro. Ale też in vitro z głową…a nie po trupach do celu.

  5. pandayoubitch napisał(a):

    Jak oni sobie wyobrażają zastrzyk w serduszko zarodka to ja nie mam pojęcia xD

  6. Trudny temat to fakt. Uważam ,że każdy ma prawo do swojego zdania na ten temat, ale przekłamywania faktów zarówno po stronie przeciwników i zwolenników nie popieram. Sama bardzo się cieszę ,ze nie musiałam zmierzyć się osobiście z tym tematem. I znam parę naprawdę cudnych rodzin , którym udało się powiększyć rodzinę właśnie dzięki In Vitro. Byłaby wielka strata, gdyby nie mieli takiej możliwości..

  7. Smiley Project napisał(a):

    Przykre jest jak mylne pojęcie ludzie mają na ten temat :/

  8. Ala napisał(a):

    A ja nie rozumiem czemu autorka zamieszcza jako swoje motto „PERSON IS A PERSON, NO MATTER HOW SMALL” a nie widzi problemów np. w selekcji zarodków podczas in vitro. Dlaczego wychodzi z założenia, że skoro jej zabieg wyglądał tak a nie inaczej to jest to NAUKOWY dowód że tak było i jest zawsze?:) Ok ja nie bronię nikomu in vitro – jest to sprawa wolności. Ale mówienie publicznie o in vitro jako o procedurze która jest pozbawiona wszelkich wątpliwości etycznych to jest właśnie szerzenie kłamstwa.Cytuję „Wszystko odbywa się dokładnie w ten sam sposób, tylko przy małej pomocy lekarzy.” Boicie się choroby dziecka, nie chcecie skazać go na cierpienia – ok rozumiem to i szanuję. Ale pisząc coś na popularnym blogu bierze się niejako odpowiedzialność za przekazywaną treść.Znam ludzi, którzy przekazali dziecku ciężką chorobę genetyczną a kolejne było zdrowe, mimo ogromnego ryzyka i braku in vitro. I nie chcę się tu odnosić do kwestii wiary, bo prawda i odpowiedzialność za to co się przekazuje jest wartościami uniwersalnymi dla wszystkich ludzi, nie tylko wierzących. Piszesz że nie podałam żadnego naukowego argumentu a przytoczyłam Ci tytuły wielu opracowań, do których nawet nie zajrzałaś. Może warto przed napisaniem kolejnego artykułu o in vitro? Mówisz że to co napisałam to wiedza usłyszana od sąsiadki wieszającej pranie :-) podczas gdy tłumaczyłam, że pewne rzeczy wiem od lekarzy i także od znajomego po in vitro, który bardzo przeżywa to, że po procedurze zostało kilka zarodków i nie wie co z nimi zrobić. Owszem przytoczyłam też kilka artykułów, niesprawdzonych źródeł ale relacja matki z jej procedury in vitro również nie jest dla mnie wiarygodnym źródłem prawdy o całej procedurze i wszystkich jej aspektach. Oddziel sprawę naukowego pisania od in vitro od pisania o swoim in vitro i być może wtedy przestaną Cię ranić fakty na ten temat i argumenty, które nie są przeciw Tobie i Twojej decyzji, tylko przeciw pisaniu o in vitro jako o wspaniałej i nieskazitelnej etycznie metodzie leczenia niepłodności i eliminowania chorób genetycznych. Pozdrawiam :-)

    1. Mama Calineczki napisał(a):

      Droga Alu! :)
      Cytat odnosi się do człowieka… Nie do zarodka, dla mnie zarodek nie jest człowiekiem, dla Ciebie być może jest i szanuję to. Dla mnie to zapłodniona komórka jajowa, która dopiero kiedyś stanie się człowiekiem, ale jeszcze nim nie jest… Cytat odnosi się do mojej córki, która choruje na karłowatość i jest mała… Nawet bardzo mała… Myślisz, że w jej przypadku ten cytat nie pasuje? Bo ja myślę, że wręcz przeciwnie. :)

      Wyobraź sobie, że planuję pisać zarówno o plusach jak i o minusach in vitro… Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Na razie pojawiło się tutaj pewnego rodzaju wprowadzenie… Nigdzie nie napisałam, że jest to proces bez skazy i że nie ma wad… Nigdzie też nie napisałam, że każę każdemu zgadzać się z in vitro… Każdy ma inne zdanie na ten temat i uważa tak jak jest to zgodne z jego sumieniem… A Twoje umoralnianie mnie na siłę nic tu nie da. :)

      P.S. Dziękuję, że uważasz mój blog za popularny. :) Buziaki i miłego dnia!

      1. Megi napisał(a):

        To wg Ciebie kiedy zarodek staje się człowiekiem?

        1. Mama Calineczki napisał(a):

          Na pierwszą myśl odpowiedziałabym, że wtedy kiedy zaczyna bić serce… Ale to nie do końca tak… W końcu serce to nie jedyny organ i z samym sercem, bez wątroby, czy mózgu nie da się żyć… Myślę, że jest bardzo cienka granica między zarodkiem, który jest zlepkiem komórek, a człowiekiem, żywą istotą, która posiada ludzkie cechy i ludzkie organy… Nie można jednoznacznie stwierdzić, w którym miejscu dokładnie ta granica przebiega… No ale myślę, że każdy idnywidualnie do tego podchodzi. ;)

          1. Megi napisał(a):

            To skoro zarodek nie jest człowiekiem bo ciężko Ci określić „granicę” to czy nie będzie Ci przykro jeśli swój „zarodek” stracisz? Wszak wg Ciebie to nie człowiek? To nie kwestia wiary. Masa ludzi niewierzących mówi, że zarodek to też jest człowiek tylko ze bardzo maleńki. Każdy z nas był takim zarodkiem.

          2. Mama Calineczki napisał(a):

            Megi, to że masa ludzi tak mówi, to ok, ja nie jestem masą ludzi, jestem osobną jednostką i myślę inaczej, tak samo jak cała „masa” innych ludzi… Pisałam już raz, że to jest indywidualna sprawa każdego człowieka, nie tylko chrześcijanina, czy katolika… Tak samo jak w przypadku aborcji, jedno usuną ciążę, inni nie… Ja miałam możliwość, gdy wiedziałam o chorobie Viki, ale tego nie zrobiłam, bo nie oznacza, że potępiam ludzi, którzy aborcji dokonują… To znowu jest indywidualna sprawa każdego i nie mnie to oceniać, czy negować, czyż nie? Każdy żyje swoim życiem… Poza tym to nie o tym jest temat wpisu. I nie jest to rozmowa na komentarze. :)

            A propos Twojego pytania o zarodki… Straciłam już dwa, przy dwóch nie udanych transferach… Było mi przykro, ale to nie znaczy, że nie podejdę do kolejnej procedury… W naturalnym cyklu też nie wszystkie zapłodnione zarodki się zagnieżdżają i często kobieta nawet nie zdaje sobie z tego sprawy… Takie jest życie.

  9. Matka Puchatka napisał(a):

    Zgadzam się z Tobą, że to sprawa całkowicie i bezsprzecznie indywidualna. Ja nie rozumiem tej całej nagonki, nie chcę nawet próbować zrozumieć, bo bzdurne tłumaczenia nie mieszczą mi się w głowie. Sama nie musiałam się „wspomagać”, ale nie wiem, czy nie zdecydowałabym się, gdyby pojawił się problem – pewnie tak. Pisz o tym koniecznie – ludzi trzeba uświadamiać. Pozdrawiam!

  10. Ania z Tygrysiaki.pl napisał(a):

    Wszystko to wynika z tego, że chrześcijańskie komentarze piszą osoby, które mają blade pojęcie o biologii i kierują się jedynie swoimi uczuciami, przekonaniami i wiarą. Brakuje im wiedzy, mylą pojęcia i używają ich bez ładu i składu. Przeraża mnie jakość cytowanych publikacji, w których pojawia się stek bzdur. Odnoszę wrażenie, że ktoś z redaktorów zatrudnił się tam tylko po to, aby ośmieszyć te media…

    Szczerze żałuję, że nie zaglądałam tu ostatnio i nie miałam okazji wziąć udziału w dyskusji pod poprzednim postem. Czytając to dzisiaj uśmiałam się przednio, ale był to śmiech taki trochę przez łzy. Naprawdę szkoda mi Ciebie, że zamiast cieszyć się nadzieją musisz czytać takie okrutne brednie. Ktoś mógłby powiedzieć, że sama się w to wpakowałaś pisząc o tym na blogu, ale ja biję Ci brawo za odwagę. Jesteś wielka!

    Trzymam kciuki za Ciebie i maleństwo.

    1. Mama Calineczki napisał(a):

      Aniu :) Masz okazję podyskutować pod tym wpisem też… Bo już się zaczęło. :D

  11. Dakota napisał(a):

    Myślę, że osoba, która nigdy nie znalazła się w takiej sytuacji, nie ma pojęcia co czuje ktoś, kto nie może mieć dzieci, adopcja jest niemożliwa, a jedynym dobrym rozwiązaniem jest in vitro. Nie staję po żadnej ze stron. In vitro ma zarówno zalety, jak i wady i zawsze będzie wiązało się z jakimś ryzykiem.

  12. Asia - Matka w kratkę napisał(a):

    Bardzo dobrze, że piszesz o tym! Wiele mitów narosło, wiele jest rożnych źródeł – i należy z nimi podjąć polemikę. Każdy ma prawo do swoich przekonań swiatopogladowych, ale dobrze żeby były wyrobione na podstawie faktów i wiedzy, a nie informacji z wątpliwych źródeł. A nawet wtedy – niech nie traktuje swojego światopoglądu jako jedynego i właściwego narzucając go na siłę innym! I niech ich nie krzywdzi! Bo kobiecie starającej się o dziecko ostatnie co potrzeba to jeszcze dodatkowe komentarze „bliźnich”. Pisz o tym, pisz!

  13. Karolina napisał(a):

    Można mieć różne poglądy i przekonania, ale nie sposób nie zgodzić się z jednym – wszystko, co „puszczamy w obieg”, powinniśmy dokładnie weryfikować. Bo to naprawdę może komuś wyrządzić krzywdę. Myślę, że często nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale i tak działamy.

  14. Ola napisał(a):

    Jestem za in vitro. Nie powinno się odbierać szansy posiadania dzieci ludziom, którzy ich mieć po prostu nie mogą… Kościół nie powinien mieć wglądu do czyjegoś prywatnego życia

  15. Ala napisał(a):

    Uważam że prawda nie zależy od tego co sami czujemy i że nie jest kwestią indywidualną i tu się różnimy. pisząc o utracie zarodka nie miałam na myśli poronienia czy braku zagnieżdżenia lecz pozbycie się nadprogramowych zarodków oraz selekcję eugeniczną dokonaną w laboratorium.Właściwie gdy jest rozbieżność poglądów na temat początku ludzkiego życia oraz tego czym jest prawda, dyskusja traci sens.

    1. Megi napisał(a):

      Akurat selekcja eugeniczna to nic złego, każdy przecież chce mieć zdrowe dziecko,prawda? Jesli z pomocą nauki można wyeliminować wiele chorób to dlaczego nie skorzystać?
      W naturze też bardzo często dochodzi do eliminacji wadliwych zarodków przez poronienie.

      1. Ala napisał(a):

        Wyeliminowanie wadliwych zarodków przez naturę nie jest szkodliwe ale za eugeniką idzie określony sposób myślenia, który już nie raz doprowadził w naszej historii do tragedii i wciąż prowadzi do ogromnego zła (eutanazja, aborcja, sterylizacja chorych ludzi). Ale to nie jest wątek na dyskusję – poszukaj, poczytaj :-)

        1. Megi napisał(a):

          Jeśli można zapobiec urodzeniu się chorych dzieci,właśnie przez selekcję zarodków to czemu nie korzystać? Mi,kiedy straciłam ciążę dr powiedział, że dobrze się stało,bo natura wie co robi,a lekarzom zależy na tym by rodziły się zdrowe dzieci a nie na siłę utrzymywać ciążę,których natura chce się pozbyć.

          Jeśli jest możliwość sprawdzenia zarodków pod względem genetycznym to jest to rozsądne rozwiązanie.

          Piszesz jak fanatyczka.

          1. Ala napisał(a):

            To może najpierw poczytaj, żeby się zabrać do pewnych tematów nie wystarczy rozmowa z lekarzem o utraconej ciąży tylko szersze tło filozoficzne, historyczne, antropologiczne:-) Natura zabiera też dorosłych ludzi na tamten świat czy to znaczy że mamy prawo robić to samo? Chodzi też o konsekwencje pewnego toku myślenia, że choroby są złem więc należy je wyeliminować. Konsekwencją tego myślenia są np eutanazje dokonywane na dzieciach bo choroba, cierpienie to zło. Nie da się jednak wyplenić jej z naszego życia, bo może się ujawnić w każdym momencie. Dla mnie życie ludzkie jest wartością od początku i również może być szczęśliwe, mimo choroby i cierpienia.Eugenika doprowadziła np do holokaustu, do powstania wielu klinik aborcyjnych, do zabijania osób upośledzonych. Chodzi o całą filozofię która za tym stoi. Jeśli chodzi o in vitro to wchodzimy w naturę i wyręczamy ją, zaczynamy decydować które życie jest warte życia a które nie… I mówimy tu o życiu ludzkim. To jest bardzo niebezpieczny tok myślenia i sprzeczny z godnością osoby, choć selekcja zarodków wygląda dość niewinnie i jak mówisz, rozsądnie :-) Takie myślenie ma swoje konsekwencje bo jest elementem większej całości, spójnej ale niestety potwornej.

          2. Ala napisał(a):

            Tę rzeczywistość zasłania się emocjonalnymi argumentami typu „nie wiesz co czuje matka, która nie może mieć dziecka”, „in vitro pomaga zrealizować marzenia o dziecku”. Otóż wiem, ale wg mnie emocje nie są jedynym kryterium postępowania ani oceniania tego, czy coś jest etyczne czy nie.

  16. Ala napisał(a):

    A motto bardzo mi się podoba i uważam, że świetnie pasuje:-) Historia pojęcia „osoba” jest bardzo ciekawa.polecam :-)

    1. Megi napisał(a):

      Tak jasne,jak się kończą argumenty to zostaje straszenie holocaustem.

      1. Ala napisał(a):

        Mam wrażenie że to Tobie się skończyły…

        1. Megi napisał(a):

          A ja mam wrażenie że nikt tu już z Tobą gadać nie chce.

          1. Mama Calineczki napisał(a):

            Megi otóż to! zresztą Ala sama napisała, że nie widzi sensu dalszej dyskusji, dlatego nie rozumiem po co dalej dyskutuje. ;) Ja wolę się wyłączyć z tego i swój czas poświęcić przyjemniejszym zajęciom. ;)

  17. Mama Krzysia napisał(a):

    Ala… rozumiem twoje podejście. Jedna rzecz mi się w tej logicznej układance jednak nie zgadza. Skoro nie popierasz eliminacji słabszych jednostek w sztuczny sposób, bo do tego ma prawo tylko „natura” to czy w drugą stronę popierasz sztuczne ratowanie tych słabszych jednostek wbrew temu co chce natura? Bo tutaj dochodzimy do pewnego absurdu i groźby w drugą stronę. Chyba nie ma drugiego tak schorowanego gatunku dzikiego zwierzęcia na świecie jakim jest człowiek. Dlaczego? Bo w naturalnej sytuacji nawet jeżeli chory zarodek przeżyje to istnieje duże prawdopodobieństwo, że szybciej czy później zostanie zgładzony przez „naturę” i się nie rozmnoży. Uważam zatem, że tak jak każdego stworzenia na tym świecie naszym nadrzędnym obowiązkiem jest dbanie o ogólnie pojęte dobro gatunku. Jeśli zatem jesteśmy na tyle rozwinięci, że potrafimy sztucznie utrzymywać przy życiu jednostki „błędne” to jednocześnie, jeśli mamy tylko taką możliwość w granicach naszej moralności powinniśmy nie dopuszczać do powstawania nowych „błędnych” jednostek.

    Do Ciebie Mamo Calineczki mam natomiast prośbę. Wyjaśniłaś jak dla mnie sprawę wszczepiania zarodków. Na tym etapie nie są one „zabijane”. Czy mogłabyś powiedzieć czy na jakimś etapie są. Z zasłyszanych informacji wiem, że „w probowce” tworzonych jest więcej niż jeden zarodek. Jeden podaje się matce jak wynika z twojego wpisu. A co z resztą? Jest zamrażana? Na jak długo i co potem? Czy może właśnie „zabijana”. Dla jasności, nie pytam przez złośliwość czy dlatego że jestem przeciwna. Pytam, bo chciałabym wiedzieć.

    1. Mama Calineczki napisał(a):

      Droga Mamo Krzysia – na pewno napiszę o tym osobny wpis, tak samo jak o tym jakie są dla mnie minusy i plusy in vitro, oraz jak wygląda cały proces „od kuchni”, że tak to nazwę… Ale muszę się zebrać w sobie i znaleźć natchnienie i czas na opisywanie wszystkiego dokładnie…
      W skrócie – mieliśmy do wyboru 4 opcje do wykorzystania jeśli chodzi o nadprogramowe zarodki: mrożenie (można je mrozić dowolną ilość czasu – oczywiście odpłatnie), oddanie do adopcji bezpłodnym parom, oddanie do badań w celach medycznych, lub likwidację… Póki co mrozimy, bo pierwsze 3 lata mrożenia w Czechach są na kasę chorych, potem zastanowimy się co dalej.

      Pozdrawiam. :)

  18. Ala napisał(a):

    Mamo Krzysia,
    nie jestem przeciwna unikaniu chorób ani wad genetycznych ale nie metodą „produkcji” człowieka a raczej kilku osób i odrzuceniu tych chorych – dosłownie uśmiercaniu. Wielu mądrych ludzi myślało nad tym – filozofów, naukowców, lekarzy i ostatecznie nie ma innej odpowiedzi na to kiedy zaczyna się życie ludzkie jak w chwili zapłodnienia. Nie jest to kwestia indywidualnego podejścia ani pojawienia się narządów jak to powiedziała Mama Calineczki. Dla chrześcijan człowiek ma dodatkową godność bo od chwili poczęcia ma duszę, tak więc jest już osobą, kimś bardzo ważnym od chwili poczęcia, mimo iż wygląda jak zlepek komórek. Również dlatego uznaje się godność ludzi chorych, starszych i ludzi wszelkich ras – bo mają duszę, są stworzeni na obraz i podobieństwo Boga. Ale nie trzeba być chrześcijaninem by zrozumieć że człowiek jest kimś bardzo ważnym i że początek bycia człowiekiem może być tylko jeden. Dlatego że człowiek jest taki ważny, dokłada się wszelkich starań by go leczyć, by podtrzymywać jego życie. Ta skłonność do ratowania innych przedstawicieli naszego gatunku jest też wpisana w naszą naturę :-) Uważam że ratowanie człowieka jest po prostu szlachetne natomiast ingerowanie w naturę, w życie ludzkie na jakimkolwiek etapie w celu zlikwidowania „życia niegodnego życia” za bardzo niebezpieczny kierunek myślenia. I nie jest to wcale wiedza wyniesiona z pisma katolickiego, lecz ze świeckich studiów,z przedmiotów filozoficznych. Owszem dzisiejsza nauka stwarza możliwości podtrzymywania ciąży która np już w pierwszym trymestrze normalnie zostałaby poroniona, czy też ratowania wcześniaków na bardzo wczesnym etapie, które potem przez całe życie zmagają się z wieloma problemami. To stwarza wiele dylematów. Zostało stworzone pojęcie „uporczywej terapii” by przerwać procedury medyczne które nie przynoszą skutków a stwarzają cierpienia pacjentowi. Szczerze mówiąc nie wiem jakie są rozwiązania z kategorii „etyka w medycynie” w ciąży w kwestii gdy dziecko jest ciężko chore, wiem natomiast że aborcja nie należy do tej kategorii. Jeśli zgodzimy się ulepszać nasz gatunek przez eliminację chorych zarodków, aborcję czy eutanazję to kto będzie o tym decydować?Rodzic, lekarz czy polityk? Jakie będą kryteria takiej eliminacji? Jakie cierpienie może zdecydować, że mamy prawo pozbawić kogoś życia? I czy wtedy, w takim świecie ludzie będą szczęśliwi, bo zdrowi? To co robimy, to jakie jest społeczeństwo jest echem pewnej filozofii i nie sztuką jest zgadzać się na coś bo nam to przynosi korzyść – warto patrzeć na całość pewnego światopoglądu i na konsekwencje jego promowania dla społeczeństwa. Historia pokazała że były takie próby, wcielenia takiej filozofii i zawsze prowadziły do tragedii – np. zabijania upośledzonych ludzi, holokaustu, współcześnie np do aborcji na masową skalę, eutanazji nawet wbrew wiedzy i woli zainteresowanej osoby. Jeśli chodzi o dbanie o ogólne dobro gatunku to uważam że lepsze jest by było więcej chorych ludzi, ale ze zdrowym sposobem myślenia…:-) Bo cierpienia nie da się uniknąć, nie da się wyeliminować wszelkich chorób. Mogłabym pisać więcej ale nie chciałabym tu napisać książki na tematy, na które jest już wiele opracowań.
    Pozdrawiam

    1. Megi napisał(a):

      Ala- tak, zdrowi ludzie są szczesliwsi, bo zdrowie jest najwyższa wartością, bez zdrowia nawet najwieksza kasa czy miłość nie cieszy.

  19. Ala napisał(a):

    Życie jest wyższą wartoscią niż zdrowie. ;-) Bez życia ani zdrowie, ani jego brak nie są możliwe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *