Dlaczego milczę…

Ten tekst jestem winna nie tylko Wam, ale i sobie. Pora zdefiniować, co to za potwór mnie tak czasowo i energetycznie wyssał, że zastanawiam się nad sensem niektórych działań, którym nie mogę poświęcać tyle czasu, ile bym chciała. Na szybko musiałam przeorganizować plan dnia, a nie należę do osób, które potrafią się bezboleśnie przestawić na inne tory. Wciąż czuję, że powinien być poniedziałek, a tu już piątek i ja znów jestem pięć dni do tyłu z życiem. Jakkolwiek by tego nie rozumieć.

Jakoś tak mi się w życiu układało, że to praca znajdowała mnie, a nie ja pracę. Pewnie dlatego, że traktowałam ją jak przygodę, ot, nowe wyzwanie. Od narodzin Cali podejmowałam wiele wyzwań, pracowałam nad różnymi projektami, ale nie miało to nic wspólnego z regularną pracą od – do. I oto nagle, bez zapowiedzi, dostałam propozycję pracy w przedszkolu, do którego uczęszcza moja córka. Zaskoczyło mnie to niezmiernie, ale się zgodziłam. To dopiero było wyzwanie!

 

Zawsze byłam zdania, że nie przepadam za cudzymi dziećmi i nie mogło mi się w głowie pomieścić, że dzieci mnie lubią. I te małe, i te nastoletnie. Jakiś kosmos, bo za co, czemu? Nawet gdy odbierałam z przedszkola Cali, otaczał mnie szybko wianuszek rozgadanych dzieci, z których każde miało historię do opowiedzenia. Moja najlepsza koleżanka jest zdania, że dzieci mnie lubią dlatego, że traktuję je po partnersku i na serio, niezależnie od ich wieku. Nie wiem, może. W mojej nowej pracy przekonałam się, że jednak lubię cudze dzieci. Owszem, praca z nimi to niezła harówka, ale za to ile frajdy! Dzieci są niewinne i wdzięczne za wszystko. Mnóstwo w nich energii, której nawet nie usiłujemy pohamować.

 

Nasze żłobko-przedszkole jest małe, przyjazne i… prywatne. Co oznacza, że nie idziemy według jakiegoś ogólnego programu nauczania, ale same decydujemy o tym, co będziemy robić z dziećmi. To bardzo absorbujące zajęcie, związane z przynoszeniem pracy do domu. Przeglądanie inspiracji, podczytywanie metodyki, śledzenie blogów kreatywnych. Takiej gromadce nie da się podsunąć byle czego, trzeba się postarać, by były zainteresowane i szczęśliwe. Trzeba uwzględnić różnice wieku dzieci, i nie tylko je „przechować” przez większość dnia, ale sprawić, by wyniosły od nas wiaderko pozytywnych emocji i kubek nowych umiejętności.

 

No i już chyba stało się jasne, dlaczego Was tak zaniedbuję. Wyobraźcie sobie pracę do 16 lub do 17 z gromadką małych dzieci. Głośnych, rozbieganych, energicznych. Popołudniami jestem tak wyczerpana, że mam ochotę się owinąć kołdrą i nie wyściubić z niej nosa do rana. A często muszę jeszcze przygotować materiały do zabaw na następny dzień (przydają się moje potężne zapasy przedmiotów kreatywnych, które gromadziłam ponad dwa lata). Cała moja energia życiowa znika w ciągu dnia.

 

Jest jeszcze jedna strona medalu. Każda mama chciałaby odpocząć od swoich dzieci. Odpoczywałam od Cali, kiedy ta była w przedszkolu. Teraz jestem tam razem z nią. Non stop. Cały dzień. Czasami mam ochotę mojej pięcioletniej córce wsadzić do buzi smoczek, żeby była cicho chociaż przez pięć minut. Która z nas nie ma takich myśli? Cieszy mnie ta praca, cieszą efekty, cieszy radość dzieci. Cieszy mnie też radość Cali, że ma mnie w pobliżu. Ale nie będę udawać, że stąpam po tęczy i słyszę śmiech jednorożca.

 

Staram się skupić i odkryć z powrotem mojego bloga. Zaniedbane dziecko. Trzymajcie kciuki.

 

1

11 thoughts on “Dlaczego milczę…”

  1. Antyterrorystka napisał(a):

    Trzymam mocno kciuki :) Wykonujesz pracę moich marzeń <3

  2. Magda napisał(a):

    Wiem jak to jest pracować z gromadka dzieciaków i jak trudno ogarnąć „swoje życia” po pracy, sama to robiłam ale nie byłam jeszcze wtedy mama i było łatwiej.
    Powoli ogarniesz wszystko bardzo w te wierzę.!!!pozdrawiam

  3. mamahania napisał(a):

    Gratuluje! Trzymam kciuki aby wszystko poszlo dobrym torem. To pewnie kwestia czasu i niedlugo przywykniesz do takiego tempa i tej zmiany w zciu :) Sciskam mocno!

  4. Agnieszka napisał(a):

    Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku, aby codziennie przynosił nowe inspiracje :-)

  5. Carolin - MultiLady napisał(a):

    Angie
    Pisałaś kiedyś o pracy w przedszkolu i już wtedy Cię podziwiałam. Dzieci, choć często kochane, szczere, roześmiane, jednak nas wyczerpują. A Ty jeszcze na cały etat.
    Może potrzeba trochę więcej czasu, by się przyzwyczaić, przestawić?
    Trzymam kciuki, by wszystko ładnie się poukładało.

  6. Sol napisał(a):

    Super :) Gratuluję wspaniałej pracy, choć wyobrażam sobie, że musi być wyczerpująca. Ja sobie siebie też w takiej robi jakoś nie wyobrażam… :D

  7. Agata napisał(a):

    Dasz radę!:) Ja jestem nauczycielką i kocham swoją pracę!

  8. Matka na Szczycie napisał(a):

    Wow, ale super! Podziwiam, bo z jednej strony praca z dziećmi jest mega wymagająca, ale z drugiej daje też wiele satysfakcji i pozytywnych emocji. Miałam okazję odrobinkę się o tym przekonać, gdy czytałam dzieciom bajki w przedszkolu – strasznie się tego bałam, jak sobie poradzę, a okazało się to rewelacyjnym doświadczeniem :)

  9. Zwykła Matka napisał(a):

    Super!!!! Moja córka chodziła do prywatnego przedszkola i uwielbiała swoje wychowawczynie! Życze ci samych przyjemnsoći i doskonale rozumiem, że po powrocie do domu marzysz o kocu i ciszy :)

  10. Ilona napisał(a):

    Wow, fajnie, praca z dziećmi może przynieść wiele satysfakcji. A co się nasłuchasz od dzieciaków, to Twoje :D Te dopiero mają wyobraźnię i gadane ;)

  11. Słodkie okruszki napisał(a):

    Ogarnąć tyle wyzwań stawianych przez życie, to naprawdę dużo. Ale my mamy jesteśmy silne i zawsze jakoś dajemy radę :) Powodzenia :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *