Ciemniejsza strona Greya

Zawsze kiedy jesteśmy w Polsce, idziemy do kina. Taka nasza tradycja. Tym razem małe kino w mojej rodzinnej miejscowości oferowało tylko jedną produkcję: „Ciemniejsza strona Greya”. Co piętnaście minut wyświetlano film w czterech salach po kolei. Pełne widownie, biletów niemal brak. Zupełnie jak w przypadku części pierwszej. Temat Greya został przerobiony przez dziesiątki blogów, setki czytelników, kopę recenzentów. Stał się inspiracją dla setek memów, od których aż kipi JoeMonster, Kwejk, Demotywatory, Sadistic, Jeb z Dzidy i innego tego typu rozrywki dla zmęczonych. 🙂


Poruszę więc temat od innej strony, nie skupiając się w ogóle na prywatnym odbiorze filmu, w myśl zasady, że o gustach się nie dyskutuje.

Taki obrazek. Wychodzimy z kina, wcześniej zapełniony po brzegi parking się opróżnia. Wracamy, późna noc, sznur aut – tak jak my, wracających z Greya. Jedziemy przez długi las. Co chwilę któreś z aut skręca w jakąś wąską leśną dróżkę, która nie prowadzi donikąd, tylko do lasu. W końcu zostajemy na szosie sami. Aha, czyli jednak ten film działa na ludzi… Aha, w taki sposób.

Dawno temu, kiedy na ekranach kin pojawił się film „Pretty Woman”, ponoć tysiące naiwnych dziewcząt „spróbowało swoich sił” na ulicach największych amerykańskich miast. Ubrane w krótkie spódniczki i kozaczki na szpilkach liczyły, że szybko zabierze je stamtąd jakiś bajecznie bogaty przystojniak, doceniający ich „bogate wnętrze”. O, naiwności! Nikt taki się nie pojawił, za to wpadały w podziemny system, w rutynę, w beznadzieję każdego dnia. Okay, fajnie obejrzeć sobie ładne romansidło, ale ten film zniszczył życie wielu dziewczynom. Same są sobie winne, głupie gęsi – pomyślimy może.

Czy „50 twarzy Greya” i kontynuacja, czyli „Ciemniejsza strona Greya” będą odpowiedzialne za wzrost przemocy fizycznej względem kobiet? Hmm, nie wiadomo. Bohaterka filmu zgadza się na tę przemoc, co wielu panom może zawrócić w głowie: „Ooo, wiedziałem! Po prostu wiedziałem, że baby lubią porządne lanie!”
Ale:
a) przecież on ją bije tylko w trakcie seksu!
No tak, to prawda. Miejmy nadzieję, że wszyscy panowie odróżnią bicie za „za słoną zupę” od bicia podczas seksu, za obopólną zgodą.


b) bicie jest w rodzinach patologicznych, gdzie panuje alkohol, a te nie oglądają Greya!
Hm. No właśnie nie. Wystarczy poczytać doniesienia prasowe i artykuły o przemocy domowej, żeby wiedzieć, że od przemocy fizycznej nie są wolne liczne rodziny policjantów, sędziów, lekarzy. Poziom stresu w pracy i potrzeba jego wyładowania wyraźnie przekłada się na jakość życia rodziny. A policjanci, sędziowie, czy lekarze jak najbardziej Greya oglądają. Liczmy więc na to, by film nie stanowił dla nich kolejnego „zielonego światła”.


Chciałabym, żeby seria o Greyu stanowiła dla widzów impuls taki, jak zaobserwowałam w drodze powrotnej z kina. Aby po prostu skręcili w las i zdrowo się pobzykali.

12 thoughts on “Ciemniejsza strona Greya”

  1. Maciej Wojtas napisał(a):

    Rozwalił mnie ten fragment:

    „Taki obrazek. Wychodzimy z kina, wcześniej zapełniony po brzegi parking się opróżnia. Wracamy, późna noc, sznur aut – tak jak my, wracających z Greya. Jedziemy przez długi las. Co chwilę któreś z aut skręca w jakąś wąską leśną dróżkę, która nie prowadzi donikąd, tylko do lasu. W końcu zostajemy na szosie sami. Aha, czyli jednak ten film działa na ludzi… Aha, w taki sposób.”

    Mam nadzieję, że skończyło się (za każdym razem) happy endem ;)

  2. Lu napisał(a):

    Nie wiem, jak mogłabym merytorycznie skomentować twój post. Moje myśli nie kierują się ani do przemocy fizycznej, ani do filmu, w którym podoba mi się wyłącznie naiwna twarz Dakoty (zresztą w każdej innej produkcji wyraz twarzy ma taki sam, tylko fryzurę inną). Nie chodzę na produkcje tylko z ciekawości wiedząc, że tematyka, założenia lub oczekiwania twórców są sprzeczne z moim światopoglądem, tak samo nie wspieram celebrytów uśmiechających się z okładki pisma, które zazwyczaj kupuję (nie tym razem), itp. I wiesz, chyba po prostu bardzo lubię żyć dla siebie, a nie na fali tłumu.

  3. Artur napisał(a):

    Takiego ujęcia filmu nie spotkałem nigdzie. Moim zdaniem trzeba go traktować jako lekką opowieść o nieco wyuzdanym związku. Jeśli kogoś nakłoni do przemocy, to raczej problem tkwi w nim, a nie w filmie. Odróżnianie rzeczywistości od świata filmu to chyba nie jest trudna sprawa. Ja tez mam nadzieję, że film wzbudzi w ludziach przede wszystkim falę namiętności. ;-)

  4. Zabawne podejście do tematu, zbawienny wpływ filmu na nawiązywanie bliskich znajomości, wyzwalanie ukrytych potrzeb i łapanie chwil cielesnej radości. ;) Nie po drodze mi z takimi przeżyciami, ale każdy po swojemu bierze ze świata to, co jest mu potrzebne, w zamian dając to, co może. ;)
    Bookendorfina

  5. Justyna napisał(a):

    A ja właśnie wybieram się na ten film :)

  6. Agata napisał(a):

    Ja oglądając film skupiłam się na aktorstwie Anastasii i przyznam, że dzięki niej film bardzo mi się spodobał:)

  7. Asia / Homoturisticus napisał(a):

    Moja pierwsza myśl po zobaczeniu tytułu Twojego wpisu: „nosz kurde, ileż można…”. Idę do kina – Grey, gadam z siostrą – Grey, wchodze na youtube’a – Grey, niedługo Grey mi z lodówki wyskoczy.
    Ale kupiłaś mnie swoim spojrzeniem na ten temat, za co należy Ci się chwała i medal za zasługi. Na fali Greya w niejednej sypialni zaczęły się dziać dziwne, niespotykane wcześniej rzeczy. I póki to się dzieje w sypialni i za obupólną zgodą, jest ok.

  8. Joanna napisał(a):

    Czytałam Ciemniejszą Stronę Greya ale na film się nie skuszę. W zeszłym roku zostałam namówiona przez koleżanki. Dzisiaj na szczęście nie miał kto mnie namówić, więc odpuszczę sobie tę ,,rozrywkę”. :)

  9. Carolin - MultiLady napisał(a):

    Drugiej części Greya jeszcze nie widziałam, tylko zwiastun. Poczekam jeszcze chwilę, aż wielka fala minie i w kinie zrobi się bardziej kameralnie.
    Osobiście muszę powiedzieć, że jestem przerażona, gdy każdorazowo widzę statystyki przemocy w rodzinach. Dokładnie tak jak piszesz, również w tych tzw. elitarnych. Moim zdaniem Grey nie ma na przemoc w rodzinie większego wpływu. Przemac była przed Greyem i będzie po Greyu. Smutne, ale prawdziwe.

  10. Ania Helenka napisał(a):

    O kurczę, a ja nawet nie czytałam żadnej części. Już nie wspomnę o filmie. Wiem, że ludzie są zafascynowani Greyem od dawna, ale jakoś po przeczytaniu paru stron książka wydawała mi się nudna i porzuciłam czytanie.

  11. Ilona napisał(a):

    Mam dość sporą awersją do tego, co jest popularne i modne, co nie zmienia faktu, że lubię od czasu do czasu sprawdzić na własnej skórze, czy to coś miało podstawy do stania się popularnym. Powstaje pytanie, czy życzylibyśmy sobie tego, aby książki i filmy miały większy wpływ na ewolucję społeczeństwa? Bo nigdy nie odsiejemy ziarna od plew i nie ma żadnej gwarancji, że film o przemocy (nie mówię, że akurat ten, wyżej wymieniony)nie wzbudzi w kimśtam złej fantazji, tak jak nie ma gwarancji, że porywający film o głodzie w Sudanie czy życiu w brazylijskich slumsach niekoniecznie porwie tłumy do przelewania złociszy na konta stowarzyszeń usiłujących wyrównywać nierówności na świecie. Najczęściej jest tak, że dzieło staje się jedynie naszym prywatnym lustrem, w którym możemy porównać się z bohaterami i ocenić samych siebie. Rzadziej staje się dziełem ważnym, zmieniającym bieg jakiegoś fragmentu rzeczywistości…

  12. Małgorzata napisał(a):

    Film, którego nie obejrzę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *