Być jak Robocop

Wiecie jak to jest kiedy życie raz za razem daje nam kopa w dupę? Ja wiem.

Znacie sytuacje, kiedy wychodzicie z jednego gówna, z nadzieją, że tym razem będzie lepiej i wszystko się ułoży, a tak naprawdę pakujecie się w kolejne? I grzęźniecie w tym zasranym bagnie kłamstwa, udawania i obłudy, nawet tego nie zauważając.

Ja niestety poznałam to aż za dobrze. Po raz kolejny w życiu dostałam w kość… I mimo, że wszyscy oczekują ode mnie wiecznego uśmiechu i radości, bo przyzwyczaiłam ich do bycia niepoprawną optymistką, już tego nie potrafię. Przestałam wierzyć w bajki o księżniczkach, smokach, wróżkach i czarodziejskim pyle, mimo, że jeszcze niedawno wydawało mi się, że nigdy z tego nie wyrosnę i uważałam to za swoją zaletę. Teraz dopiero widzę jak ta, niby zaleta, powoli zabijała we mnie wszystko, co dawało mi siłę… Bo byłam zbyt naiwna, zbyt łatwowierna, bo wierzyłam, że każdy problem da się naprawić, zwłaszcza jeśli nam na czymś bardzo zależy, bo wystarczy tylko chcieć… Życie pokazało mi, że jednak się nie da. Że tak naprawdę zawsze jesteśmy zdani tylko i wyłącznie na siebie i nie warto wierzyć w obietnice innych.  Nie warto też liczyć na czyjąś pomoc, bo możemy przejechać się wtedy, kiedy najbardziej tej pomocy oczekujemy.

Wiecie co? Przekonałam się, że najbardziej boli, kiedy zawodzi nas osoba, którą uważaliście za kogoś najbliższego na świecie, ktoś komu ufaliście bezgranicznie i dla której byliście w stanie zrobić tak naprawdę prawie wszystko. I chyba właśnie z tym najtrudniej sobie poradzić, i ciężko zaufać ponownie… Ba, ciężko zaufać w ogóle jeszcze komukolwiek.

Kiedy życie po raz kolejny mnie doświadcza, w jeden z najgorszych możliwych sposobów, nie jestem w stanie wykrzesać z siebie nawet odrobiny tego pozytywnego myślenia. Nie potrafię już udawać, że wszystko jest ok. Nie potrafię uśmiechać się nawet do Calineczki… Choć wiem, że powinnam, że to ona jest najważniejsza, a ja jestem dla niej i tylko dla niej.

Zostałam głową naszej malutkiej rodziny, muszę być zasranym Robocopem, który jest silny i poradzi sobie ze wszystkim. Bo Calineczka tego oczekuje, bo kocha mnie bezgranicznie i nie mogę jej zawieść… A jej miłość jest tak niewinna i piękna, bo prawdziwa, tego mogę być pewna.

Cali to jedyna osoba na tym świecie, której nie mogę zawieść, bo nigdy bym sobie tego nie wybaczyła. Dlatego to właśnie dla niej muszę się ogarnąć… Bo to moje największe szczęście… I to dla niej mam jeszcze siłę wstawać każdego dnia rano z łóżka.

 

 

 

16 thoughts on “Być jak Robocop”

  1. Sol napisał(a):

    Współczuję… :( To jakoś tak jest, że nieszczęścia chodzą stadami. Ja tak miałam pod koniec zeszłego roku, teraz już jakoś się odbiłam od dna. Bądź silna! :* Wszystko się w końcu ułoży! :)

  2. Megg napisał(a):

    Po nocy przychodzi dzień, a po burzy słońce, także kiedyś zła passa przejdzie trzeba tylko poczekać.

  3. ania napisał(a):

    pamiętam ja dowiedziała się o chorobie amelki w 23 tygodniu mój mąż nawet nie chciał myśleć ze będzie miał chore dziecko byłam już w szpitalu na usunięcie dziecka ale cała drogę się modliła i lekarze stwierdzili że serce bije w tedy powiedziałam sobie ze ja będę decydować o życiu dziecka nie mąż pamiętam te chwile do tej pory jak coś marudzi o chorobie obrazu krzyczę na niego ze nasze dziecko chodzi skacze śmieje się jest silna a co będzie w przyszłości zobaczymy powodzenia

  4. Marta Goebel napisał(a):

    Przykro mi, ze wszystko wydaje sie walic. Ale bycie Robocopem i Super-Mama nie jest przeklenstwem- to Twoj atut i podejrzewam, ze juz od dawna musialas byc w tej roli tylko nie zauwazylas. Nie kazdy tez dorasta na tyle by na bycie z Robokopem zasluzyc czy to docenic. I tez my czasem to wiemy, ale przymykamy oko na znaki i sygnaly, i udajemy, ze „nigdy lepiej”. Nawet w ciezkich chwilach pamietaj, ze szklanka ZAWSZE jest albo do polowy pelna albo do polowy pusta- zalezy od nas jak na nia patrzymy. Zycie jest dlugie i pelne niespodzianek. Kto wie, moze ten „wstrzas systemu” byl potrzebny, zebyscie z Calineczka mialy szanse na spotkanie w zyciu drugiego Robocopa, ktory nie bedzie sie bal swej roli i ktory bedzie stal przy was murem „no matter what”.

  5. Marta napisał(a):

    Rozumiem Cię doskonale. Niestety boli najbardziej to, w co najmocniej się wierzyło. Nie każdy potrafi być oparciem jak widać. ..
    Mocno Was ściskam i po prostu jestem :*

  6. Zacisze Lenki napisał(a):

    Prawie mogłabym podpisać się pod Twoim postem, bo sama nie mam różowo. Kiedy wydaje się, że już nic gorszego nie może spotkać, to los pokazuje na przekór, że jednak może. Czasami zastanawiam się ile jeszcze mogę znieść. Ty masz jeszcze dla kogo starać się i walczyć i tego Ci zazdroszczę.

  7. Tigi napisał(a):

    przytulam Cię mocno. z perspektywy dziecka rozwiedzionych rodziców, powiem Ci, że to się jeszcze najprawdopodobniej okaże najlepszą rzeczą dla Was. nie powiem Ci, żebyś była dzielna, powiem Ci, żebyś pozwoliła sobie odczuwać uczucia. nie chowaj ich, przeżyj. przytulam mocno. jeśli chciałabyś się wypisać albo wygadać z tego, co siedzi Ci na sercu, wal śmiało!

  8. Małgosia napisał(a):

    Jeszcze niedawno targaly mną dokładnie te same emocje.
    Także wiem co czujesz i jakie to trudne. Ale powiem Ci jedno! Teraz boli. ….Bardzo! Ale to z czasem mija. Zaczniesz życ nowym życiem. .. znowu będziesz szczęśliwa 😉

  9. Leptir napisał(a):

    wiem jak to jest…. sama to przechodzę kolejny raz, byłam zbyt łatwowierna i ufna i dlatego dostałam po dupie. Dlatego też zamknęłam swojego bloga bo nie chcę słyszec od najbliższej osoby , że piszę tylko o sobie, że to g…ny blog itd….
    wszystkiego nie mogłam napisac, bo blog był czytany, teraz mam nadzieje potrafie otworzyc sie na swoje problemy, bo też je mam w nadmiarze.
    jeżeli chcesz zagladać do mnie to podaj swój adres…. wyślę ci zaproszenie,
    przytulam mocno i wierzę, że dasz sobie SAMA radę, a życie otworzy ci jeszcze furtkę do SZCZĘŚCIA

  10. Justyna napisał(a):

    Życie nigdy nie było sprawiedliwe… wiem to aż za dobrze! Głowa do góry!! Kto jak nie Ty? :)

  11. Magda M. napisał(a):

    Strasznie mi przykro :( Dużo siły, cierpliwości i wiary dla Ciebie!

  12. Rivulet napisał(a):

    Kochana bardzo mi przykro… Chciałabym jakoś pomóc, przytulić… Ale mogę tylko wirtualnie :* Bądź dzielna, robocopie. Matka zawsze musi mieć w sobie coś z robocopa :/
    Wszystkiego dobrego dla Was! Oby po tej burzy wyszło słońce. Kiedyś będzie lżej i znowu będziesz miała siłę się uśmiechać. A na razie oddychaj…

  13. Carolin - MultiLady napisał(a):

    Jeszcze przed chwilą z radością pisałam, że już do Ciebie lecę, a teraz już nie lecę. Teraz stoję tu smutna i myślę o Tobie. Tak naprawdę to nasze kobiece życie jest często do (przepraszam) dupy. Ciągniemy wszstko, co sie da, uśmiechamy się, zarażamy optymizmem nawet, gdy jest ciężko, a potem zostajemy same. A w cholerę z taką robotą!
    Angie, teraz emocje szaleją. Trudno, trzeba przeczekać, nawet bez uśmiechu, bo … nie mamy innego wyjścia. A potem, za jakiś czas życie się ułoży. A za znowu jakiś czas znów da nam w kość, bo to prawda, że nie jest sprawiedliwe.
    Przytulam Cię mocno.

  14. Megi napisał(a):

    Trzymaj się…

  15. Alina Ż napisał(a):

    znam takie uczucie…Gdy się zawiedzie na jakiejś osobie trudno jest potem ponownie zaufać. Ale czas pozwala prze to wszystko przejść. Najważniejsze, żeby nie dać się powalić życiu

  16. Paulina napisał(a):

    Też jestem takim Robocopem, rzeczywistość czasem mnie powala ale wstaję i robię swoje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *