Amelia…

Do przedszkola wchodzi mężczyzna z okrąglutką dziewczynką. Sapie, dyszy, wdrapuje się na pierwsze piętro, mówi nauczycielce „dzień dobry”, przekazuje Amelię. Schodzi.
Do przedszkola wchodzi mężczyzna. Sapie, dyszy, wdrapuje się na pierwsze piętro, odbiera Amelię, mówi nauczycielce „do widzenia”. Do Amelii nie mówi nic. Amelia zdąży jeszcze zabrać z przegródki swoje obrazki. Schodzą na dół.

– Amelio, szybciej! No ubieraj się, słyszysz?
Amelia milczy.
– Ja się tutaj zaraz uduszę. Gdzie masz bluzę? Obrazki pokażesz mamie w domu, pospiesz się!
Amelia milczy.
– No nie mogę, co to masz za kurtkę! Czemu mama dała ci tę kurtkę? Przecież powinna ci dać tę drugą!
Amelia milczy.
– Amelio, no już, pospiesz się, zaraz tu padnę!

Scenariusz powtarza się codziennie o 8.00 rano i po południu o 14.30.
Gdyby Amelia była wygadaną nastolatką, może zechciałaby zapytać:
– Nie cieszysz się na mój widok? Czy sprawiłoby ci problem, gdybyś dał mi pięć minut, abym samodzielnie się ubrała? Czy nie interesują cię moje postępy? Nauczyłam się dzisiaj rysować kotka na płocie, dlaczego się nie cieszysz?
Gdyby Amelia była nieco bezczelnym podlotkiem, może odezwałaby się:
– Przykro mi, że ciśnienie ci skacze, że masz problemy z sercem i trudno wchodzi ci się po schodach, ale mi też nie było dziś zbyt wesoło. Poplamiłam sobie swoją ulubioną bluzkę zupą a Karolcia powiedziała, że już nie chce się ze mną przyjaźnić. I naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego mama dała mi akurat tę kurtkę. Nie miałam w tej sprawie nic do powiedzenia. Może sam ją o to zapytaj.
Ale jasnowłosa, okrąglutka, nieśmiała Amelia nie zapyta i nie powie. Amelia ma 6 lat.

Panie przedszkolanki znają takich przypadków na pęczki. Codziennie widzą twarze, które na swój widok się uśmiechają i takie, w których trudno dopatrzyć się jakiegoś oczekiwania. Rozjaśnione oczy i oczka wbite w podłogę. Wyciągnięte rączki, biegnące nóżki. Szurające bez pośpiechu kapcie.

Ile kosztuje uśmiech i wyciągnięcie rąk do dziecka?

16 thoughts on “Amelia…”

  1. 4razy M napisał(a):

    Biedne dziecko

  2. Ilona napisał(a):

    Będąc w pracy, nie myślę o dzieciach. Wiem, że są bezpieczne i że mają swoje sprawy… w przedszkolu i w szkole. Ale cieszę się, kiedy widzę je po południu. Nie wyobrażam sobie, jak można nie okazać dziecku radości z tego, że wracamy razem do domu. Smutno.

  3. Far Minka napisał(a):

    Oj znam ten obrazek aż za dobrze…Niestety są w przedszkolu dzieci, które mają taki smutek w oczach,że aż chce się płakać na ich widok :(
    Sama czasem pospieszam córkę jak odbieram ją z przedszkola, a za 20 minut muszę być w pracy na drugą zmianę, ale zawsze zdążymy się przez ten czas serdecznie przywitać i porozmawiać o tym, co było w przedszkolu i jak jej minął dzień, a rano również bez buziaka do sali nie wchodzi.

  4. wyspa mam napisał(a):

    za kilka dni rozpoczynam prace w przedszkolu ale teraz w szkole nie jest inaczej. Ileż dzieci czeka… na dobre słowo…ale ode mnie nauczycielki bo nie może liczyć na to ze strony rodziców. Potrzebują wsparcia, wysłuchania…i jakże ciesze się, gdy moja córka biegnie z radością do mnie z sali przedszkolnej i w szatni buzia jej się nie zamyka…i na samą wieść ,że przyszłam po nią krzyczy radośnie „Maaammmaaa”…tak samo jest z tatą. To cudowne ale są też dzieci jak Amelia i tutaj jej tragicznie.

  5. Dola napisał(a):

    Pezerażające!

  6. Kat Nems napisał(a):

    zawsze znajda się dzieci i dorośli, których historii nie do końca jesteśmy w stanie zrozumieć.
    czasami oceniamy ich przez pryzmat własnych doświadczeń, krytykujemy, oceniamy.
    ja boję się tego, sama nie chcę być oceniana…

  7. mamahania napisał(a):

    Dlugo zastanawialam sie nad komentarzem. Bo widzisz, wydaje mi sie,ze nie wszystko co widzimy jest biale lub czarne. Moze w tej konkretnej sytuacji jest jakies drugie dno? Moze choroba, zmeczenie, czy cos innego nie pozwala na usmiech prz powitaniu? Moze po dojsciu do domu jest juz czas na rozmowe, czulosc i radosc ze wspolnego bycia razem? Wiem po sobie ,ze nie zawsze ma sie sily i dobry dzien na czule powitania po szkole czy przedszkolu. Czasem pospiech ( bo jeszcze trzeba do szpitala dojechac przez korki) wprowadza nerwowa atmosfere i wyjscie ze szkoly wcale landrynkowo rozowe nie jest. Za to zawsze w domu znajduje sie czas na rozmowe o minionym dniu, na czulosci i wspolny obiad , na bycie razem. nie oceniajmy innych tylko po jednym obrazku z zycia, nawet jesli ten obrazek powtarza sie codziennie…

    1. b. napisał(a):

      jeśli sie powtarza codziennie to juz nie wina jednej sytuacji a rutyna.

  8. Kilińska napisał(a):

    poryczałam się… boże…dzisiaj byłam świadkiem jak maluch z klasy mojej córki, pierwsza klasa, strasznie płakał przed szkołą i błagał mamę, żeby zaprowadziła go na górę….jezu nie mogę… no nic… cudowny tekst… ściskam

  9. AnaSz napisał(a):

    Smutne….

  10. TosiMama napisał(a):

    Smutna. Ja ściskam Tosię rano, żeby mieć co wspominać w pracy i ściskam wieczorem, żeby móc choć w minimalnym stopniu zrekompensować nam obu, ten stracony czas. Trudno powiedzieć, co kieruje tym ojcem. Może spieszy się do pracy, może ma tak wymagający zawód, że długo schodzi z niego napięcie po kolejnym trudnym dniu. Może kiedy był mały, podobnie traktowali go jego rodzice i on inaczej nie potrafi…

  11. Paulina napisał(a):

    Myślę, że łatwo jest opisać historie z boku. Nie wiadomo co tak naprawde się dzieje. Relacje wiszą na włosku. Może mama nie odnosi się tak do tej dziewczynki, może ten facet nie radzi sobie z tą sytuacją. Możliwości jest wiele. Cierpi (albo nie) jedynie dziecko. Ile osób jest w stanie pomóc tej rodzinie? Ile osób oceniając źle tego faceta z nim lub z matką dziecka porozmawiało? Może w domu nie wygląda to tak ponuro? To tylko obrazek, do którego możemy dopisywać sobie co chcemy.
    Pozdrawiam

  12. Mamamiki napisał(a):

    Ja przychodziłam do przedszkola po córkę codziennie z uśmiechem na twarzy. Córka natomiast jak mnie widziała w drzwiach, od razu witała mnie pytaniem:”Już przyszlas? Ja nie chcę jeszcze iść do domu”. Czekałam na nią, aż się skończy bawić czasem i pół godziny w szatni.
    Na swojego ojca, z którym jestem rozwiedziona odkąd mała skończyła 2 lata reagowała prawie zawsze z uśmiechem.
    Podczas sprawy sądowej, na której mój były chciał udowodnić, że jestem złą matką, powołał na świadka wychowawczynie córki z przedszkola. I co powiedziała pani wychowawczyni? Oczywiście wyciągnęła swoje wnioski. Powiedziała jak córka reagowała na nasz widok. Natomiast nigdy nie wychodziła do szatni i nie słyszała naszych rozmów, moich zachwytów nad każdym kolejnym obrazkiem i pocieszenia po każdej „straconej przyjaźni”.
    Teraz córka chodzi do szkoły, skąd też ją odbieram. Nie wiem dlaczego ale codziennie przerywa każdą zabawę i z uśmiechem na twarzy woła „mamo!!mamusiu!!”. No i jak zinterpretować to jej zachowanie???? Z przedszkola odbierała ja inna matka niż że szkoły??

  13. piękny tekst!
    wielu z nas dorosłych tak bardzo pędzi, po sercach, głowach i poczuciu wartości własnych dzieci…

  14. meandmyspace.pl napisał(a):

    Ale to smutne, mam ochotę wyściskać takie dzieci. U mojego Piotra w przedszkolu też jest taka dziewczynka tylko że ona chce a jej mama jest strasznie oschła i nigdy jej nie przytuli. Tak strasznie mi jej szkoda.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *